40 lat w Winnicy Pana

 

Z ks. Mieczysławem Sitko – penitencjarzem w naszej parafii, który obchodzi jubileusz 40-lecia święceń kapłańskich rozmawia Adam Urmański.

Adam Urmański: Jest rok 1974. Kazimierz Górski szykuje piłkarską reprezentację do mundialu w Niemczech, gdzie Polska zajęła 3 miejsce. Na Stolicy Piotrowej zasiada Paweł VI. A diakon Mieczysław Sitko przyjmuje święcenia kapłańskie. Czy pamięta Ksiądz tamten dzień, okoliczności tego podniosłego wydarzenia?
Ks. Mieczysław Sitko: Święcenia kapłańskie to dla młodego człowieka ogromne przeżycie. Ono niestety skutecznie uniemożliwia dokładne zapamiętanie wszystkich szczegółów tamtej uroczystości. Najważniejsze momenty pamiętam jednak do dzisiaj. Sakrament święceń przyjmowałem, razem z większością kolegów z mojego rocznika, w Katedrze na Wawelu z rąk ks. kard. Karola Wojtyły, dzisiaj św. Jana Pawła II. Kilku kolegów swoje kapłaństwo rozpoczynało w kościołach parafialnych w Nowym Targu i w Rabce. Wówczas kard. Wojtyła miał zwyczaj udzielania święceń w kilku miejscach archidiecezji krakowskiej. Święcenia przyjmowaliśmy 19 maja 1974 roku. Pogoda była piękna, słoneczna, kwitnąca. Pamiętam ogromny tłum ludzi, naszych bliskich i znajomych, którzy chcieli modlitewnie towarzyszyć nam w tym ważnym momencie życia. Podczas samej uroczystości wyczuwalna była atmosfera wielkiego skupienia i pięknej modlitwy.

A. U.: Jak wyglądała Księdza droga do kapłaństwa?
Ks. M. S.: Pochodzę z małej miejscowości Bilczyce. To mała wioska, która należy do parafii i gminy Gdów. To tam kształtowało się moje powołanie i tam usłyszałem w pewnym momencie mojego życia wezwanie Pana Jezusa, który chciał, bym został kapłanem. Po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego w Gdowie wstąpiłem do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Trudno jednoznacznie stwierdzić gdzie i kiedy usłyszałem głos powołania do służby Bożej. Z perspektywy 40 lat kapłaństwa mogę powiedzieć, że Pan Bóg dawał mi wiele znaków, które wskazywały mi drogę do seminarium i do kapłaństwa. Dzięki temu, że je właściwie oczytałem dzisiaj jestem szczęśliwy i mogę robić to co lubię.

A. U.: Czy na drodze do kapłaństwa i w kapłaństwie napotkał Ksiądz jakieś trudności?
Ks. M. S.: Trudności są codziennym towarzyszem życia, także życia kapłańskiego i duszpasterskiego. Na ile to możliwe staram się o nich nie myśleć i robić swoje. Czasem rzeczywiście jednak po ludzku brakuje siły. Wtedy z pomocą przychodzi Pan Bóg ze swoją łaską i nadzieją. Tak było w czasie seminarium kiedy zostałem na siłę powołany do wojska. Przez dwa lata odbywałem zasadniczą służbę wojskową w jednostce karnej w Bartoszycach oraz częściowo w Orzyszu. W tej jednostce służył przede mną bł. ks. Jerzy Popiełuszko (mieszkałem nawet w tej samej izbie żołnierskiej co on). Nasza klerycka służba wojskowa stanowiła istotny element antykościelnej i antychrześcijańskiej strategii państwa komunistycznego. Stosowano wobec nas różnego rodzaju represje, aby nas złamać i zgasić nasze powołanie. Dzięki jednak naszej jedności, wytrwałości i zażyłej relacji z Bogiem pokonywaliśmy trudności stawiane nam przez aparat państwowy i po dwóch latach przymusowej służby wojskowej wracaliśmy do seminariów, by kontynuować formację do kapłaństwa.

A. U.: 40-lecie kapłaństwa to piękny jubileusz. Z perspektywy tylu lat służby Bogu i Kościołowi chciałem zapytać o to czy bycia kapłanem można się nauczyć?
Ks. M. S.: To bardzo złożone pytanie. Z jednej bowiem strony można się nauczyć pewnych schematów, które dobrze funkcjonują we wszystkich momentach życia kapłańskiego. Z drugiej jednak strony życie kapłana diecezjalnego nie jest związane z jednym miejscem na stałe. Często musimy pakować swoje rzeczy i właściwie całe ułożone dotąd życie, by na prośbę biskupa, głosić Słowo Boże na innym końcu diecezji. To jest element posłuszeństwa, które podczas święceń ślubujemy swojemu biskupowi. Stąd też bardzo często życie kapłańskie i duszpasterskie nas bardzo zaskakuje. Wtedy schematy, których nauczyliśmy się w poprzedniej parafii w nowym miejscu nie funkcjonują. Bywa, że mając nawet kilkadziesiąt lat kapłaństwa, pewnych rzeczy musimy się uczyć od nowa. Ale działa to na nas kapłanów mobilizująco i pozytywnie.

A. U.: Czy pamięta Ksiądz swoją pierwszą parafię, nazwisko proboszcza?
Ks. M. S.: Na pierwszą parafię ks. kard. Wojtyła skierował mnie do Zawoi pod Babią Górę. Proboszczem wtedy był ks. Władysław Wądrzyk, a drugim wikarym obok mnie był ks. Władysław Ulmaniec, z którym znowu po latach mogę współpracować w naszej parafii. W tamtym czasie była to jedyna parafia w największej wsi w Polsce. Dzisiaj na tym samym terenie funkcjonują trzy parafie: św. Klemensa w Zawoi – Centrum, NMP Nieustającej Pomocy w Zawoi-Górnej oraz św. Józefa Robotnika prowadzona przez OO. Karmelitów Bosych na Zakamieniu. Z pierwszej parafii najbardziej zapamiętałem Kolędę, która była wielkim wyzwaniem logistycznym na ówczesne czasy. Często po śnieżnych zaspach, dzięki koniom i saniom, docieraliśmy do najdalszych zakątków parafii, zwykle ukrytych w górskich i zalesionych terenach. Trud i poświęcenie jednak zawsze był nagradzany w postaci ogromnej życzliwości i dobroci parafian. To mobilizowało mnie do tego, by iść do następnych domów mimo wielkiego śniegu, zasp i mrozu.

A. U.: Jak odnajduje się Ksiądz w Parafii św. Brata Alberta?
Ks. M. S.: To już moja 12 parafia, w której służę Panu Bogu i ludziom. Poza Zawoją pracowałem także w Trzemeśni, Igołomii, Jaworznie, Krakowie – Kobierzynie, Sułkowicach, Skawinie, Czernichowie, Suchej Beskidzkiej, Luborzycy oraz Zakopanem. Parafia św. Brata Alberta wśród tych wszystkich parafii wyróżnia się ogromną ilością mieszkańców stąd też, po kilku miesiącach, jest mi trudno jeszcze odnaleźć się tutaj. W tak dużej parafii zupełnie inaczej wyglądają zadania i wyzwania duszpasterskie przed jakimi stoją kapłani. Mam jednak nadzieję, że powoli uda mi się wdrożyć w duszpasterstwo i jak najlepiej wypełniać powierzone mi zadania. Przy okazji tego pytania chciałem zaznaczyć, że moje kapłaństwo w jakiś sposób jest związane z osobą św. Brata Alberta. Najpierw moja trzecia parafia, Igołomia, to miejsce gdzie Adam Chmielowski przyszedł na świat. Potem Błądzonka w Suchej Beskidzkiej, gdzie opiekowałem się kaplicą pod wezwaniem św. Brata Alberta. Na terenie parafii św. Krzyża w Zakopanem, na Kalatówkach, znajduje się kaplica Sióstr Albertynek oraz pustelnia św. Brata Alberta. Właśnie tam, 17 czerwca 2013 roku, dowiedziałem się, że ks. kard. Stanisław Dziwisz przenosi mnie do parafii św. Brata Alberta w Krakowie – Nowej Hucie.

A. U.: Czym zajmuje się Ksiądz w wolnych chwilach? Czy ma Ksiądz jakąś pasję, hobby?
Ks. M. S.: W wolnych chwilach bardzo lubię czytać. Przeczytałem już wszystkie książki Singera i Kapuścińskiego oraz przedstawicieli literatury tureckiej: Pamuka i Safak. Staram się również uczestniczyć w życiu kulturalnym naszego miasta. Lubię chodzić do teatru, opery i filharmonii. Mam nawet swoje ulubione miejsca, które chciałem zareklamować na łamach „Brata”: Teatr Stary, Bagatela, Ludowy oraz Scenę PWST. Kontakt z kulturą pozwala mi nie tylko na chwile odpoczynku i relaksu, ale także jest inspiracją do przemyśleń, które mogę wykorzystywać w mojej pracy duszpasterskiej.

A. U.: Czy to pierwszy wywiad, którego Ksiądz udzielił?
Ks. M. S.: Wcześniej udzielałem pewnych informacji na łamach gazetek parafialnych. Jednak takiego wywiadu z prawdziwego zdarzenia jeszcze nie udzielałem. Ten można rzeczywiście potraktować jako pierwszy. Mam nadzieję, że będzie on dla nas wszystkich okazją do wzajemnego lepszego poznania, a dla mnie impulsem do wytrwałej i gorliwej pracy duszpasterskiej w tej parafii.

Dziękuję za rozmowę
Adam Urmański

 
40 lat w Winnicy Pana

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj