Bezdroża znowu odgradzają Betlejem. Sama kolęda na drogę nie wystarczy.

 

W naszym współczesnym podejściu do świętowania wielkie szkody powodują ci, którzy specyficznie świętują, ale nie zamierzają nawet teoretycznie zgłębiać prawd naszej wiary. Ich żaden chrystus nie interesuje, a Jezus jest tylko pretekstem lub obiektem do atakowania. Wcale nie najważniejszy jest dla nich zysk, jaki powstaje przy okołoświątecznych kramach, galeriach i wyprzedażach.

Interesuje ich zagospodarowanie (lub rozproszenie) naszej siły religijnej, inżynieria dusz i koszenie umysłów. Na przykładzie coraz lepiej poznanego bolszewickiego nurtu dobrze widać, że było tak od zawsze: „burzyć świątynie – budować pomniki i mauzolea”; „w imię prawdziwego wyzwolenia jednostki wymordujmy miliony”; „jeśli religia jest jak opium dla ludu to musimy stworzyć własną”; „cześć należy się nie Bogu, lecz naszym bohaterom i komisarzom ludowym (później sekretarzom partyjnym)” – z tym, że ta cześć jest absolutna i śmiertelnie poważna, a w razie oporu lub wolnego myślenia jest nawet dosłownie śmiertelna (oczywiście w przypadku sekretarzy KC i KW dotyczy to tylko ludzi w typie śp. Staszka Pyjasa i bł. ks. Popiełuszki).

Wcale nieskrywanym celem tych stale obecnych w świecie działań jest ogłupienie człowieka, niszczenie wartości i destrukcja świata. Najpierw jednak musi się odbyć rozbicie wspólnot, dużych jak naród i małych jak rodzina, zniszczenie tożsamości i zepsucie wszelkiej realnej łączności między ludźmi. Bardzo to przykre, ale w naszej ojczyźnie widać to tak wyraźnie, że można podejrzewać, iż jesteśmy umieszczeni w jakimś eksperymentalnym tyglu i mamy paść jako pierwsi. Przy utrzymaniu obecnie obowiązujących w Unii Europejskiej tendencji ideowych i społecznych jest możliwa matematyczna symulacja końca tego całego liberalnego i pozornie rozbawionego bytu. Chodzi o koniec totalny, zagładę porównywalną do upadku starożytnych cywilizacji. Przy takiej katastrofie obecny kryzys gospodarczy to jedynie bajka dla potłuczonych. Kto wie czy nie jest tak, że w takich obliczeniach jedyną zmienną (i zarazem optymistyczną szansą!) jest opór jaki stawiają ludzie zdroworozsądkowi i nasza religijna nieprzewidywalność, – bo a nuż się ktoś kolejny się przebudzi, oburzy i na przykład wyspowiada przed Bogiem; kogoś ruszy sumienie, a ktoś inny może zacznie samodzielnie myśleć i – „choć to takie straszne” – od dziś nie będzie zgadzał się z wszędobylskimi autorytetami moralnymi tak oczywistymi, że sami mogą prowadzić się niemoralnie.

Osobiście ludziom doświadczanym boleśnie przez pływanie w gęstej mazi, która jest zachwalana w mediach jako najnowsza wersja superwolności zalecam cierpliwe nazywanie kolejnych rzeczy po imieniu. Dobrze robi także budzenie w sobie dumnego sprzeciwu wobec każdej dziedziny życia, która przy nowoczesnych (ciągle jeszcze zwanych cywilizacyjnymi) udogodnieniach zamiast przynosić naturalny trud okazuje się przestronną pułapką bez wyjścia (liczne beznadziejne wyjścia to brak wyjścia).

Jeśli się naprawdę chce, to bardzo szybko można zorientować się, co do prawdziwych intencji różnych idoli zatruwających świat wyziewami jaśnieoświeconych umysłów (nawet nie wiadomo czy własnych – wiele wskazuje na to ze dysponują oni jednym mega-mózgiem). Dosyć łatwo można także rozszyfrować tajemnicze miny i wyuczone gesty przywódców zagęszczających atmosferę kolejnymi regulacjami praw i podpisami składanymi rzekomo w imieniu nas wszystkich na rozmaitych szczytach, w dalekich i bliskich metropoliach świata (charakterystyczna pora dla szczytów unijnych to głęboka noc – ostatnio godz. 2 po północy!). Choćby pobieżne zainteresowanie kuchnią polityków (myślę tu tylko o wiadomościach dostępnych w medialnym świecie) może gwałtownie przebudzić każdego, kto uczciwie i na poważnie zechce odróżniać mężów stanu od marionetkowych Herodów wysługujących się Cesarzowi. W tym miejscu nie waham się wymienić jasno inspiratora, imperatora i cesarza współczesności – to stale jest ten sam, jasno nazwany przez Chrystusa księciem tego świata – Szatan. To dla niego i dzięki niemu możliwa jest taka głupia, a butna droga do samozniszczenia i korzystanie z bardzo skutecznych metod kłamania, manipulowania, mizdrzenia się do wyborców, a w Polsce to nawet posyłania seryjnego samobójcy (ale tylko w nocy soboty na niedzielę, bo wtedy polskie CSI nie działa, a klucz zabrał woźny).

Jeśli w naszych czasach jakiś chwyt szatański udał się wyjątkowo dobrze to jest to utajenie przez demona swojego istnienia i szydzenie z każdego, kto o nim przypomina. W mediach dużo lepiej wypada odwołanie do astrologa i ruchów gwiazd jak to zrobiła ostatnio „katolicka” prezydent Warszawy w sprawie profanacji jasnogórskiej. To naprawdę jest szatański, bezczelny chichot i sam nie wiem czy może być większy.

Zatem zanim dotrzesz, a jeszcze lepiej nim wyruszysz, w tym roku do swojego Betlejem przyglądnij się dobrze drodze i światu.
Nie szukaj kolorowych neonów i plazmowych drogowskazów, ale światła które z Biblii płynie, od Boga dla ludzi już przez setki lat. Gdy ktoś chce spędzić z Tobą magiczne chwile – to przykre – ale wyślij go w diabły, bo tam jest źródło magii czarnej, białej i kolorowej – każdej. Ktoś zechce dać twojemu dziecku na Święta interaktywną Księgę Czarów lepiej nie wpuszczaj go w takim stanie do domu (do tej pory dzieci miały czytać jak czaruje Harry teraz mają już praktykować osobiście). Nie pozwól oczarować się życzeniami zgody i pokoju głoszonymi przez ludzi tkwiących na co dzień w okowach cynizmu i podstępu. Jeśli gdzieś na rozstajach dróg najbardziej rozpoznawalny błazen, który zasłynął z bluzgania pogardą i kłamstwami oburza się odświętnie i głośno na „mowę nienawiści” to wiesz co to znaczy!…szybko stamtąd uciekaj.

Może niezdarnie próbuję opisać ten gąszcz, w którym dziś tkwimy, ale tak to bywa z gąszczami i krótkimi – mimo wszystko – formami wypowiedzi. Dziwne są w tym roku te moje świąteczne życzenia, ale wiem, że im bardziej rzeczywistość wydaje się nas przytłaczać i odbierać nadzieję to tym lepiej dla… samych świąt. Wówczas tym lepiej zrozumiemy jak bardzo świat potrzebuje Bożego Narodzenia. Im duszniej wokół nas na co dzień od bezbożnych, lewackich a nowoczesnych perfum – to tym głębiej radzę pooddychać konserwatywną „stęchlizną” betlejemskiej stajenki.

Bóg w Jezusie przyszedł odmienić losy ludzkości i każdego człowieka. Życzę Ci byś uwierzył jeszcze raz w Boże Narodzenie w judejskim Betlejem i w swoją niezastąpiona rolę człowieka, który ma przyłożyć się z całych sił od odmienienia losów Polski, Europy i w jakiejś mierze całego świata w 2013 roku – w Roku Pańskim 2013.

 

ks. Krzysztof Cebula

 
Bezdroża znowu odgradzają Betlejem. Sama kolęda na drogę nie wystarczy.

Podziel się

 

Tagi

, , ,

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj