Bóg nie może nie istnieć

 

Zanim pojawił się między ludźmi Bóg Człowiek, zanim swoimi boskimi ramionami przygarnął nas wszystkich do siebie, zanim dał nam wiarę, nadzieję i miłość, byli sobie bogowie… Niezależnie od wieku, zamożności, niezależnie od płci, stanu cywilnego, wszyscy zawsze szukali. Zawsze. Pragnęli Zeusów, Artemid, Marsów, Aresów i innych. Rzymianie i Grecy, Majowie, Aztekowie, Siouxowie i wszyscy inni. Pragnęli aby ktoś wielki i potężny opiekował się ich plonami, rodzinami, córkami, wojnami, igrzyskami, rydwanami i wszystkim innym.

My to mamy. W Chrystusie. Mamy to wszystko a nawet znacznie więcej, bo nasz Bóg nas kocha. A my zamiast to doceniać i kochać Go do szaleństwa, kochać tak mocno jak się tylko da, czasem Go nawet nie zauważamy. Kiedyś podczas kazania niedzielnego usłyszałam takie słowa „zakochaj się w Nim do szaleństwa”. Cudne. Przecież możemy. A często przechodzimy obok. Nawet nie spojrzymy. Kapliczka? Kościół? Po co popatrzeć, po co zrobić znak krzyża. A nuż ktoś zobaczy…

Od kiedy Chrystus dał nam siebie, najwięksi filozofowie próbują najróżniejszymi sposobami udowodnić że Bóg istnieje. (Komu? Po co?)

I tak Kartezjusz pisał: „idei Boga nie otrzymałem ani przy pomocy zmysłów, ani też nigdy nie przyszła na mnie niespodzianie, jak zazwyczaj idee rzeczy zmysłowych, kiedy się te rzeczy narzucają, względnie wydają narzucać zewnętrznym organom zmysłów. Nie utworzyłem jej też sam, bo nie mogę niczego zgoła z niej ująć ani niczego do niej dodać. Wobec tego nie pozostaje mi nic innego, jak przyjąć, że jest mi wrodzona, tak samo, jak mi jest wrodzona idea mnie samego. I naprawdę nie ma w tym nic dziwnego, że Bóg stwarzając mnie zaszczepił we mnie tę ideę, by była jak gdyby znakiem, którym artysta naznaczył swoje dzieło.”

W skrócie, jesteśmy według Kartezjusza zbyt mali, niedoskonali, ograniczeni sobą, niemocą własnego umysłu, aby wymyślić sobie kogoś tak doskonałego jak Bóg – niedoskonały umysł tego po prostu nie potrafi.

Jan z Damaszku powiedział: „poznanie Boga zostało wszystkim wszczepione z natury”.

Święty Tomasz poszedł dalej w swoich rozważaniach – otóż doszedł do wniosku, że obecność Boga można uzasadnić niemal naukowo – dedukcyjnie. W swoich pismach, w Kwestii 2 pisze: „Gdy jednak rozumie się, co oznacza nazwa Bóg, to wiadomo od razu, że Bóg jest. Ta nazwa oznacza bowiem to, od czego niczego większego nie można oznaczyć. To zaś, co jest w rzeczywistości i w intelekcie, jest większe od tego, co jest tylko w intelekcie. Z faktu zatem, że jeśli rozumie się słowo Bóg to jest On już w intelekcie, wynika również, że jest w rzeczywistości. Istnienie Boga jest więc oczywiste”. Proste, prawda?

Święty Tomasz podał jeszcze wiele „dowodów” na istnienie Boga, skądinąd zupełnie fantastycznych, którym nie da się zaprzeczyć – polecam „Sumę teologiczną”.

A już zupełnie szalony pomysł narodził się w głowie Blaise Pascala – otóż proponuje nam zakład o istnienie Boga. Całość jest ciężka do czytania ale wniosek wysnuł następujący, że warto wierzyć. Dlaczego? Ponieważ, jeśli Bóg nie istnieje, to niezależnie od tego czy wierzymy czy nie, nic nie tracimy, ale jeśli Bóg istnieje, a my nie wierzymy, możemy jedynie stracić. Wszystko. Życie wieczne. Wierzmy, bo jeśli Bóg jest, a my w Niego wierzyć będziemy, to możemy tylko i wyłącznie zyskać.
Hazardzista.

To tylko maleńka część niesamowitych filozoficznych rozważań, poszukiwań Boga.

I tak przez dziesiątki, setki a już tysiące nawet lat biedzą się ci nasi przodkowie udowadniając na przemian to, że Bóg jest, to że Go nie ma. I po co to wszystko?
Jest. Kocha nas. Potrzebujemy Go.
Wykorzystajmy ten prosty fakt, że nie musimy o Niego walczyć, że nie musimy po Niego iść na Biegun, przedzierać się przez lasy równikowe. On sam do nas przyszedł. Dał się nam. Dlaczego Go nie bierzemy?

Anna Jakubik

 
Bóg nie może nie istnieć

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj