Człowiek sukcesu w kościelnej ławie

 

Rozmowa z Andrzejem Sobczykiem, właścicielem największej internetowej księgarni religijnej www.Gloria24.pl, wiceprezesem „PRO-aktywni” i „Rafael”, fundator fundacji „Jeden z nas”.

Swoją pierwszą firmę założył, kiedy miał 18 lat, zajmował się wówczas projektowaniem stron internetowych. Ale to było dawno, 10 lat temu. Dziś ma 28 lat, od miesiąca żonaty. Na odwrocie wizytówek wypisane swoiste błogosławieństwo: ”Niech się dzieją dobre rzeczy!”

 

Agnieszka Czernik: Księgarnia internetowa, networking /budowanie sieci kontaktów/, szkolenia z zakresu budowania biznesu w Internecie, rekolekcje przez Internet… Czy nie uważa Pan, że Internet odczłowiecza, pozbawia poczucia rzeczywistości? Nie ma Pan ochoty „wylogować się do życia” ?

Andrzej Sobczyk.: W mojej opinii Internet jest rzeczą, która nie może być ani dobra, ani zła. Jest rzeczą: jak młotek albo siekiera. Siekierą można ściąć drzewo lub odrąbać komuś rękę. Internet powinien być narzędziem, służącym do robienia wielu dobrych rzeczy. Może siać również spustoszenie, jak to bywa w przypadku wielu młodych ludzi /uzależnienie od Internetu/. Wówczas bywa siekierą, która odcina rękę. W domu nie mam Internetu, sedno sprawy tkwi w umiarze. Świat poza Internetem bywa dużo ciekawszy, najważniejsze jest spotkanie z drugim, żywym, realnym człowiekiem.

A. Cz.: Rozpoczynając działalność charytatywną, od razu wiedział Pan, komu chce pomagać, czy też pomagał komu popadnie, a dopiero z czasem dotarło, że trzeba wybrać konkretne osoby, konkretne cele ? Jak wygląda polityka dobroczynności stowarzyszeń i fundacji, z którymi jest Pan związany i jakie kryteria są stosowane ?

A. S.: Historia była niezwykła. Dostałem prezent z nieba. Pewnego dnia napisała do mnie siostra zakonna: burza zerwała dach w domu zgromadzenia, do którego należała. Budżet zgromadzenia wynosił 400 zł na głowę /miesięcznie/. Przelałem jakąś małą kwotę, ale to było nic wobec 30 000 zł, których siostry potrzebowały na nowy dach, więc wpadłem na pomysł zrobienia im strony internetowej. Napisałem maila do znajomych, opowiedziałem o siostrze zakonnej, o stronie internetowej, którą założyłem. Po pierwszym dniu działania tej strony przesłano siostrom kwotę: 8 000,00 zł. Chciałem poszerzać krąg darczyńców i napisać do klientów, ale bałem się oskarżenia o mieszanie spraw prywatnych z zawodowymi, religijnych ze świeckimi. Mimo to zaryzykowałem i wysłałem maila. Siostry w 2 miesiące uzbierały 300 000,00 zł, wskutek czego wyremontowały cały dom. Potem zostałem zaproszony na Międzynarodową Konferencję Fundraisingu. Zaczęły się zgłaszać kolejne instytucje, to spowodowało konieczność rezygnacji ze spontaniczności na rzecz dobroczynności zorganizowanej.

W mojej działalności charytatywnej stosuję tylko dwa kryteria. Pierwsze kryterium: pomogę tym, których misję rozumiem i moje serce ich popiera. Drugie kryterium: pomagam tylko jednej instytucji naraz.

Jak dotąd uzbierano 2 100 000,00 zł.

A. Cz.: Co teraz spędza sen z powiek ? Jakieś obawy czy marzenia ?

A. S.: Ruszam z projektem filmowym. Chcę robić filmy z przesłaniem chrześcijańskim – dokumentalne, fabularne. Filmy dobrej jakości, które dotrą do ludzi na całym świecie. Wyzwanie jest duże: pierwszy pomysł na film to budżet około 0,5 miliona zł, drugi – to budżet 7,5 mln zł, czyli większa rzecz. Pierwszy z nich, to film o krucjatach różańcowych, opowiadający o narodach, które znalazły się w sytuacjach beznadziejnych, lecz wychodziły z nich obronną ręką, nie na drodze walki zbrojnej, ale z różańcem w ręku. Drugi projekt to film fabularny o św. Annie Beretcie Molla – oddała życie za swoje ostatnie – czwarte dziecko, które zdecydowała mimo wszystko się urodzić. 

A. Cz.: Kim jest Bóg i wiara w życiu człowieka biznesu ? Gwarancją sukcesów w pracy ?

A. S.: Wiara nie jest żadną gwarancją i nie o to chodzi, aby była gwarancją. Wiara jest naszą ścieżką do Boga, dawcy naszego zbawienia. Sukcesu nie można mierzyć liczbami. Mam np. 100 000 zł na koncie i dla jednego są to grosze, zaś dla innego majątek. Największy bank w każdej chwili może upaść. Nie powinno nam chodzić o sukces, ale o Boże błogosławieństwo.

A. Cz.: Udaje się zachować równowagę między firmą i organizacjami non-profit a życiem prywatnym ?

A. S.: Staram się, jak mogę. Nie jest łatwo, ale najważniejsze to zachowanie priorytetów. Ludzie są najważniejsi, rodzina jest najważniejsza, nie mówiąc o sprawach duchowych, kiedy Bóg jest najważniejszy. Mam jasne priorytety: w niedzielę nie ma szans, abym wykonywał jakąkolwiek pracę. Ludzie już o tym wiedzą i już nawet mnie o nic nie proszą. Tak samo w święta.

A. Cz.: Kiedy myślę: Kościół….

A. S.: Matka. Nasza Matka Kościół. Matka chroni, Matka karmi, Matka daje perspektywę. Kościół żywy i taki mamy stworzyć, a nie oglądać w telewizji. Powstała nowa inicjatywa Forum Ewangelizacyjne: CCC, realizujące program Nowej Ewangelizacji, pod przewodnictwem biskupa Grzegorza Rysia. Tam można doświadczyć żyjącej wspólnoty. Kościół ma nas przybliżać do Boga żywego, do Stwórcy. Mały człowiek, dzięki Kościołowi, współdziała ze Stwórcą wszystkiego.

A. Cz.: Ulubiona modlitwa ? Ulubiony fragment Pisma Św.? Ulubiona świątynia ?

A. S.: Rozpocznę od modlitwy – Błogosławieństwa Aarona (Lb 6, 24-26):

„Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cie obdarzy pokojem.”

To też mój ulubiony fragment Pisma Świętego. Oczywiście ważne miejsce zajmuje „Ojcze Nasz” – modlitwa modlitw. Nie ukrywam, że doświadczyłem też wielu cudów dzięki Nowennie Pompejańskiej – różaniec ma wielką moc!

Nie wybrałbym żadnej świątyni, względy są różne. Każde miejsce jest szczególne.

A. Cz.: Czy tak zajęty człowiek ma czas na postanowienia adwentowe, czy może raczej cele i plany na Adwent ?

A. S.: Niezwykle cenny czas – ten adwent. Zawsze coś wynajduję na ten okres. Jeszcze nie wiem, co to będzie, ale na pewno coś wymyślę. Obowiązkowo. Ponadto już teraz zapraszam na rekolekcje internetowe, które organizujemy z Robertem „Litzą” Friedrichem /muzykiem, kompozytorem, wokalistą, autorem tekstów religijnych/ oraz ojcem Adamem Szustakiem na portalu www.mocnesłowo.pl.

A. Cz.: Jak wyglądałoby wymarzone Boże Narodzenie Andrzeja Sobczyka ?

A. S.: Nic wielkiego. Tylko spotkanie z Bogiem i ludźmi. To wystarczy. Co roku stawiam sobie to za cel i marzenie: tak się przygotowywać przez cały adwent, żeby w chwili Bożego Narodzenia przyjąć Pana Boga jak najpiękniej.

 

                                                                                                          Dziękuję za rozmowę

                                                                                                          Agnieszka Czernik

 
Człowiek sukcesu w kościelnej ławie

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj