Hitler-Stalin i Akcja Katolicka?

 

Co może mieć wspólnego gmach krakowskiej filharmonii z ludobójcami XX wieku? Oczywiście nic, bo po pierwsze w naszym mieście Filharmonia nie ma swojego lokalu. Wielki budynek przy ulicy Zwierzynieckiej, który przez kolejne dekady gości krakowskich muzyków jest własnością Akcji Katolickiej.

W tym, co zamierzam napisać ważniejsze jest z pewnością to, iż jest on Akcji Katolickiej dziełem. Ten budynek został wzniesiony staraniem i wysiłkiem katolików naszego miasta zrzeszonych w jednej z wielu organizacji kościelnych działających w II RP. Myślę, że jest on wyraźnym i bardzo okazałym znakiem ówczesnego rozumienia akcyjności i katolickiej aktywności.

Druga okoliczność, którą musimy wziąć pod uwagę jest przykra i też dotyczy naszej historii. Rok 1939 rozpoczął dla Polski okres dwóch straszliwych okupacji. Na potrzeby tego tekstu niech ich znakami będą: Sonderaktion Krakau ze strony Adolfa Hitlera oraz Katyń ze strony Józefa Wissarionowicza, którego przez lata w przestrzeni publicznej i w mediach Polacy poznawali jako stanowczego, ale wspaniałego Stalina. Obie akcje, jak wiele innych podejmowanych przez okupanta miały na celu zniszczenie polskości. Obaj opętani wodzowie posyłali swoje karne i bezwzględne hordy, aby elity Polaków zostały skutecznie unicestwione.

Jeśli ktoś z liderów społecznych, wykształcony i ważny jakimś cudem ocalał do 1945 roku to również w rodzącym się krwawo PRL-u nie miał wielkich szans na przeżycie. Mroczna historia katowni Urzędu Bezpieczeństwa wychodzi stopniowo na powierzchnię prawdy. Kto przeżył do roku śmierci Stalina nie miał z pewnością żadnych szans na oficjalne organizowanie środowisk czy wspólnot, a nawet kościelne organizacje były w większości nielegalne i prześladowane. Oczywiście nielicznych ludzi wielkiego formatu ducha Bóg ocalił w Kościele: Wyszyński, Wojtyła oraz wielu mniej znanych i pamiętanych. Ocalenie ważnych dla narodu autorytetów nie zachowało jednak Polski od deprawacji rzesz ludzkich.

Trzeba oczywiście oddać szacunek trudowi odbudowy kraju po wojnie, układaniu sobie życia mimo partyjnego reżymu, ludowej walce o krzyże, wymuszaniu na lewicowej dyktaturze pozwoleń na budowę nowych świątyń… ale niestety Obywatel Szmaciak odnosił sukcesy i zatriumfował na długie lata. Efektem jest marazm i brak ambicji, a często honoru i nawet chłopskiego rozsądku trwający do dziś.

Zniszczenie polskich elit i autorytetów zostało przypieczętowane na początku nowej Polski w 1989 roku sojuszem Michnika z Kiszczakiem. Niestety, do dziś nic nie zapowiada zmiany na lepsze. Po największej – od czasów wojny – narodowej tragedii rozpętany został bluźnierczy taniec na grobach i po trupach. Wielu rodaków nie zaskakuje (nie wspominając o oburzeniu) nawet kłamliwe (wielokroć udowodnione kłamstwa!) znieważanie ofiar Smoleńska. Lżeniu rodzin zabitych domagających się prawdy towarzyszą odgłosy kabaretowego rechotu. Nie naród tylko tłuszcza.

Wspominam tutaj to wszystko, ponieważ od historii nie da się uciec. Także dlatego, że czytając tragiczną listę 96 nazwisk spod Smoleńska odnajduję na niej przeważnie osoby znane ze społecznej aktywności.

Mam świadomość, że w tym temacie sprawy wielkie i największe mieszają się z rzeczami drobnymi. Ale tak właśnie jest w świadomie przeżywanym życiu. To fatycznie jest tak, ze wielki gmach potrafią wznieść ludzie noszący wysoko głowy. Pełne rozmachu palny przychodzą do głów ludziom dojrzałym i wolnym na duchu. Troska o wspólnotę i planowanie przyszłości nie zaprząta myśli post-PRL–owskiego złodziejaszka, który buntuje się przeciw systemowi niszcząc w nocy ławkę w parku.

Ktoś powie lun nawet złowrogo zakrzyknie, że przecież „Polska w budowie” i że tyle się dzieje, buduje i kapitałów pomnaża? Ja zapytam czyich, kto to robi, a gdzie są młodzi Polacy? Mam wrażenie, ze hitlerowsko-bolszewicko-PRLowskie zniszczenie wspólnot i narodowego myślenia wciąż udaremnia wiele wielkich projektów koniecznych dla budowania ojczyzny.

A w temacie Kościoła?… Pamiętam do dziś zdanie ks. prof. Edwarda Stańka, który powiedział przed rokiem 2000, że Kościół krakowski mógłby i powinien z okazji Wielkiego Jubileuszu Odkupienia wybudować w Krakowie dodatkowy most nad Wisłą.

Pewnie, że mógłby, gdyby chciał i gdyby Mu się to mieściło to w mądrych głowach. Również, gdyby miał wyobraźnię oceniającą takie działanie jako skuteczną i atrakcyjną formę apostolstwa. Wydaje się, że taka głowa, składająca się z bardzo wielu głów wierzących jeszcze nie odrosła.

Przypomnijmy sobie, że w II RP Akcja Katolicka budowała gmachy stojące do dziś. I przy Zwierzynieckiej w Krakowie i w wielu miasteczkach i na wsiach. Naprawdę, można sprawdzić! W roku 1999 i także w 2000 marzenie ks. Stańka z pewnością nie było nawet poważnie traktowane… A dzisiaj?

Trwa Rok Wiary. Przypominają nam o tym reklamowe banery i plakaty. To wystarczy? A nasza aktywność w Kościele i z Kościołem? Czy stale – zastraszeni jak w PRL – jesteśmy skazani na aktywność wewnętrzną, na formację ukształtowanych i doskonalenie pobożnych? A co z młodzieżą? Zostawiamy ją? Może w ręku seksuologów z Pontona, a może w łapach ideologów z Wyborczej i Wysokich Obcasów?

A jeśli nie jest zbyt ambitna, to może fajnie – niech siedzi przed telewizorem z Wojewódzkim lub niech ćwiczy z pornografią – nie wiadomo co gorsze? Co już robimy, a co będziemy robić wobec przygotowanych specjalnie na Rok Wiary agresywnych akcji palikototuskomilleropodobnych rodaków?

Jaką w nas aktywność wymusi ich akcyjność? Może most lub dom Katolicki Dom Kultury? Jeśli ktoś lubuje się w skrótach, to KDK jest jak znalazł, tylko co dalej?

 

ks. Krzysztof Cebula

 
Hitler-Stalin i Akcja Katolicka?

Podziel się

 

Tagi

, , ,

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj