I Bóg stworzył talent…

 

Postawa anioła nad grobem symbolicznym Mozarta jest aż nadto wymowna:
– Ludzie, zastanówcie się na przyszłość, co wy robicie z takimi, jak ON!

Bóg stworzył talent. Nie wiadomo dokładnie, którego dnia. Księga rodzaju na ten temat milczy. Być może nawet nie zdążył w ciągu tych pierwszych siedmiu dni albo nawet mu to do głowy nie przyszło tak od razu… Musiało później. Czemu w ogóle? Może pomyślał, że chce się pokazać człowiekowi, stać się Widzialnym, nawet jeśli jest Niewidzialnym, którego wizerunku nie sposób sporządzić. Chciał zaznaczyć swoją obecność, co jakiś czas stworzył malarza, pisarza, kompozytora, aby ludzie naocznie i nausznie przekonali się, że Bóg istnieje, że musi być w tym Palec Boży, bo człowiek inaczej nie mógłby samodzielnie czegoś takiego dokonać! Owoce talentu są widzialnymi znakami Boga na ziemi. Kiedy słyszymy Agnus Dei podczas Mszy Koronacyjnej C-dur Mozarta, to mamy niczym niezmąconą pewność, że Miłosierdzie Boże istnieje, istnieje także Dzień Sądu, o czym przekonuje nas Dies Irae – część Requiem Mozarta. Stajemy w nabożnym zachwycie zarówno przed freskami Kaplicy Sykstyńskiej Michała Anioła, jak też Madonnami Rafaela Di Santi albo impresjonistami francuskimi. Kwestia talentu ukazuje swoje podwójne dno właśnie w dziedzinie malarstwa: patrzymy na cud w postaci obrazu stworzonego przez Talent – malarza, zesłanego przez Boga na ziemię, a jednocześnie uświadamiamy sobie, że zachwycamy się co najwyżej lustrzanym odbiciem lub kopią dzieła samego Najwyższego Talentu – Boga.

Nie tylko Księga Rodzaju, ale również całe Pismo Święte nie wspomina, czy spodobało się Bogu, ani też czy widział Bóg, że było dobre. Na przestrzeni ostatnich 2 tysięcy lat najwyraźniej spodobało się i było dobre, skoro powtarzało się cyklicznie i to we wszystkich dziedzinach. Bóg nie poprzestał na pierwszym i ostatnim kompozytorze, na pierwszym i ostatnim poecie, malarzu, rzeźbiarzu, przewijali się przez wszystkie epoki.

Dlaczego tak rzadko ich dostrzegano, dlaczego tak rzadko nie pozwalano im umrzeć z głodu, zbyt rzadko ratowano ich przed nędzą? Doceniano niekiedy kilkaset lat po śmierci, płacąc fortunę na aukcjach? Czyżby Talenty zyskiwały szczególną moc rażenia dopiero w zaświatach?

Po co Bóg stwarza talenty, rozdając je niektórym ludziom (czyniąc ich Talentami), skoro nie stwarza im warunków do utrzymania się z tych talentów i dzięki nim? Dlaczego obdarowuje czymś, co w danej epoce i w danym społeczeństwie i jego hierarchii wartości do niczego się nie przydaje? W jaki sposób talent rozwijać, ukazywać, dawać upust swojemu natchnieniu, skoro otoczenie zmusza do zajęcia się czymś pożytecznym jako ucieczki przed głodem i bezdomnością?

Być może Kreator uważa, iż wykonał swoją część, zsyłając na ziemię Talent, zaś resztę czyni kolejnym zadaniem dla ludzi: zadaniem dla Talentu – który ma obowiązek rozwijać i ukazywać to, co otrzymał od Boga i zadaniem dla otoczenia – dbać, pielęgnować, dostrzec, docenić i stworzyć warunki do utrzymywania się z tego talentu. Włącznie ze stwarzaniem systemu ochrony dóbr kultury, dziedzictwa narodowego, działaniem i decyzjami ministrów kultury, władców tego świata (dawniej monarchów, dziś premierów, kanclerzy i prezydentów), fundacji, stowarzyszeń, wydawców, dyrektorów muzeów aż po system oświaty, działania nauczycieli i rodziców, kierujące uwagę na talenty już od najmłodszych lat, i to zarówno na ich rozwijanie, jak też podziwianie u innych.

Wolfgang Amadeusz Mozart do dziś jest największym wyrzutem sumienia wiedeńczyków: nie ma swojego grobu (tylko symboliczny), zmarł podczas epidemii cholery, zrzucony do zbiorowej, anonimowej mogiły, nie pozostały po nim żadne przedmioty, jedynie sama kamienica, w której mieszkał, nie mógł utrzymać siebie ani żony i dziecka; dziś powiedzielibyśmy: nie mógł godnie przeżyć od pierwszego do pierwszego. Ten przykład powinien być przestrogą dla całej ludzkości. Świadczy o tym aż nadto wymownie wyraz twarzy i gest anioła na symbolicznej mogile genialnego kompozytora: – Ludzie, weźcie się, zastanówcie, zanim jeszcze raz postąpicie tak samo z takimi, jak On! Coście najlepszego zrobili?!

Wreszcie… czy Bóg nie jest najbardziej niedocenionym Talentem? Kiedy ostatnio doceniliśmy jego dzieła i pochwalili? Kiedy z uznaniem pomyśleliśmy o Jego prawach autorskich do indywidualnego kształtu każdego niepowtarzalnego jabłka i indywidualnej palety barw rozpostartej na nim? Jak często odwiedzamy galerie leśne z instalacjami liściastymi, iglastymi lub mieszanymi, gdzie scenografię zmienia się z dnia na dzień z uwzględnieniem płynnego przechodzenia przez 4 pory roku? Gdzie nasz entuzjazm nad kolorami i zapachami róż? Gdzie zachwyt nad drugim człowiekiem i darami bożymi, złożonymi w drugiej istocie ludzkiej? Już dawno się ulotnił?

Agnieszka Czernik

 
I Bóg stworzył talent…

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj