Idą święta – Obudź w sobie dziecko!

 

Jeszcze nie zdążyły wypalić się znicze na grobach naszych bliskich, a już wszystkie znaki na ziemi zaczęły wskazywać, że za dwa miesiące będą Święta Bożego Narodzenia. Taaak – warto już o tym zacząć myśleć, żeby ze wszystkim zdążyć. I zaczęło się… W telewizji reklamy świąteczne i oczywiście przeróżne zabawki, akcesoria oraz gadżety podpowiadające nam sprytnie, co byśmy chcieli kupić lub czego tak naprawdę nam potrzeba. Nasze pociechy (doskonale uświadomione przez media) nie mogą zdecydować się, co wybrać. Najlepiej, żeby wszystko znalazło się pod choinką.

Niesamowite, tanie, szybkie – jedyne w swoim rodzaju kredyty chwilówki, które próbują nam wmówić, że jeszcze zyskamy, gdy je weźmiemy – są wszechobecne. Proszą tylko, by je wziąć. W sklepach gigantyczne kolejki, na parkingach ostatnie wolne miejsca i walka o nie. I nawet przez myśl nam nie przejdzie, po co to wszystko…? Z jakiego powodu…? Te nerwy, kolejki i torby wypchane po brzegi zakupami?

Po co to wszystko?… Żeby później tony zepsutego jedzenia poniewierały się po śmietnikach. Czy nie lepiej kupić o połowę mniej wszystkiego i pamiętać o zdrowym rozsądku. Przecież nie umrzemy z głodu! Ale cóż, człowiek wchodzi do sklepu, z głośników płynie nastrojowa muzyka, wszędzie mamią nas świąteczne dekoracje, a potem ( jak w hipnozie) wrzucamy do koszyka wszystko, co mamy pod ręką (bo raz są święta) i dopiero później budzimy się ze sporym debetem na koncie. Trochę to przykre, że dzieje się tak dlatego że „idą święta”.

Gdzie w tym wszystkim sens i znaczenie nadchodzących świąt? Gospodynie dwoją się i troją, żeby wysprzątać mieszkanie na błysk. Dzieci tylko czekają na kolejny dzień, żeby wyciągnąć czekoladę z kalendarza adwentowego – tylko nikt nie chce zastanowić się nad tym – co potem? Jaki jest sens tych przygotowań? Czy w tym wszystkim jest odrobina Boga? To wszystko jest ważne, ale nie najważniejsze! Kto tak naprawdę w przedświątecznej gonitwie łapie oddech, by spokojnie czekać na Boże Dzieciątko? Kto ma czas na rekolekcje? Kto wykorzysta porządki domowe, by w międzyczasie porozmawiać z dzieckiem o życiu?

A przecież Pan Bóg nie zsyła nam swojego Syna na Ziemię, żeby ogłosił konkurs na najpiękniejszą choinkę albo iluminację świetlną w ogrodzie. Jezus nie przyjdzie w białych rękawiczkach, jak „perfekcyjna pani domu”, by sprawdzić czy wszystkie kąty wysprzątane. NIE! On chce czystości naszych serc, wysprzątanych i lśniących, jak pokój dla nowonarodzonego Dzieciątka. Przychodzi – bo chce wierzyć, że na niego czekamy, by dać nam kolejny raz szansę narodzenia się w naszych sercach.

Zostawmy tę przedświąteczną gonitwę, nie dajmy się wcisnąć w ramy komercji. Rozważmy na spokojnie czy warto tak „gnać”, żeby później nie mieć odrobiny siły, by świętować z bliskimi i cieszyć się z przyjścia Jezusa na Ziemię. Czy po kolejnej zarwanej nocy znów będziemy drzemać w kościele na Pasterce … Nie to miał na celu Bóg. Otwórzmy się na Niego, a wraz z Nim na innych ludzi. Rozejrzyjmy się wokół, może ten sąsiad wcale nie jest taki zły i warto byłoby podzielić się z nim opłatkiem na znak pokoju. Może gdzieś niedaleko płacze samotne dziecko i myśli, że nikt go nie kocha, a ty kombinujesz z „matką naturą”. Może tej „dziewczynce z zapałkami” jesteś w stanie pomóc i zmienić jej życie. Może kolejny rok twoja córeczka prosi Cię, aby upiec razem pierniki, a tobie znów brakuje czasu…

Czy naprawdę kolejny raz tak chcesz przeżyć te święta? Warto to przemyśleć, póki jeszcze czas. Zatrzymać się, być bliżej siebie i czekać w radości i pokoju serca na narodziny TEGO, który jest esencją tych świąt. Maleńki Jezus pragnie być wśród nas. Chce, abyśmy czerpali z Niego tę niespożytą energię i pokłady miłości. I kocha nas za to, że jesteśmy, czuwamy i czekamy na Jego przyjście, a nie za to, że w naszych przygotowaniach wszystko dopniemy na ostatni guzik i… padniemy ze zmęczenia.

Pomyśl, kiedy ostatni raz spędziłeś Wigilię z rodzicami, może na ciebie czekają i liczą, że w tym roku wygospodarujesz odrobinę czasu, by do nich przyjechać. Telefon i życzenia przesłane SMS-em nie wystarczą. Zamknij to swoje „M” i jedź do nich, może to ostatni rok, kiedy usiądziesz z nimi do stołu, przecież nikt tego nie wie. Jedź – ta noc jest naprawdę wyjątkowo piękna, czy kiedyś w ogóle to dostrzegłeś? Cała ta dodatkowa oprawa jest zbędna. Myślę, że Bóg nie zwraca uwagi na to czy wszystkie fugi w płytkach łazienkowych są idealnie umyte, ale na pewno dostrzega to, co nowe w naszych sercach.

Czy podziękowałeś żonie za wieczerzę wigilijną, choć może ta grzybowa nie do końca była taka jakbyś chciał? Czy przytuliłaś swego męża mówiąc „dobrze, że jesteś” chociaż to może nie książę z bajki. Takie małe gesty mają ogromne znaczenie i właśnie w tych detalach, tkwi sens naszej egzystencji. Bo w tę wyjątkową noc wszystko jest niepowtarzalne, jedyne i piękne. Nie wstydź się łez, gdy łamiąc się opłatkiem przepraszasz, bo wcześniej nie było do tego okazji. Masz wielką szansę naprawić swoje życie i na nowo ułożyć hierarchię wartość. To wszystko może się zdarzyć, jeśli w porę wyhamujesz, wyciszysz się i pozwolisz, by maleńki Bóg narodził się naprawdę w TOBIE. Popatrz na swoje dzieci, one potrafią się szczerze cieszyć tą chwilą i beztrosko godzinami patrzeć na migocące światełka na choince. One wiedzą podświadomie, że to wyjątkowe święta – a TY? Obudź w sobie dziecko, którym jeszcze całkiem niedawno byłeś i zamiast prezentów odszukaj w tę noc maleńkiego Jezusa, bo inaczej nawet nie zauważysz, że przyszedł.

Aleksandra Kołodziejczyk

 
Idą święta – Obudź w sobie dziecko!

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj