Jedna jest droga (innych nie ma, choć się wydają…)

 

W porcjach Bożego Słowa przekazywanych nam w kościele wokół 25 niedzieli zwykłej nagromadzone zostało bardzo wiele przestróg dotyczących naszego społecznego działania i ekonomicznego zaangażowania. Wierzący i niewierzący nie powinni mijać tych Słów obojętnie. Nie tylko dlatego, ze Słowo Boże przyspiesza dojrzewanie człowieka i twórczo ożywia jego relacje z innymi. Nie pozwala też zasklepiać się w bardzo dziś propagowanym egoizmie. Jest to temat wart przemyśleń, bo za to co robimy jesteśmy odpowiedzialni i będziemy z tego dokładnie rozliczeni.

Sam jestem świadom, że język nauczania Kościoła sprawia dziś wrażenie jakby wpadł w pułapkę skrajnej uprzejmości, a ludziom składał ofertę jedną z wielu, mającą w świecie wiele atrakcyjnych alternatyw. Nic z tego. Poza Chrystusem nie ma zbawienia. A w swoim Słowie Bóg jest wyraźnie jedynym i autorytarnym Panem. To raczej świat, dziś tak jak zawsze, mami i kusi, tym i tamtym, tak i owak i jeszcze inaczej, ale z tego co proponuje nic człowieka nie nasyci. Bóg nie pozostawia zbędnych złudzeń.

Poczynając od najsurowiej brzmiących „Nigdy nie zapomnę wszystkich ich uczynków” – słów Boga z Księgi Amosa, które odnoszą się do wymienionych nieco wcześniej kombinatorów, fałszerzy i spekulantów spożywczych, a także takich, którzy gotowi byli wykorzystywać słabszych, a nawet handlować ludźmi i dłużnikami. Aż po Jezusowe pytanie – tylko pozornie brzmiące mniej srogo: Jeśli nie potrafiłeś dobrze zarządzać cudzym dobrem – kto ci da twoje własne? To są Słowa brzmiące w tych dniach w katolickich świątyniach całego świata.

Co to znaczy – zapytać może człowiek współczesny – Czy z moją własnością nie mogę uczynić tego co chcę? I nie czeka na odpowiedź. Nie tylko może zrobić co sam chce, ale stale to robi. I wcale się nikogo nie pyta. Głupiec nie wie tylko jednego, że nic z tego co tu, na ziemi posiada, nie powinien traktować jako trwałej wartości, więcej jeszcze, jako swojej własności. Jezus bez ogródek wprowadza istotne rozróżnienie: nawet ciężko zdobyte pieniądze są niegodziwą mamoną. Mamy nią mądrze zarządzać. Stanowczo odradza gromadzenie skarbów na ziemi.

Bóg przedstawia nam kolejny raz właściwą perspektywę życia i rozwoju. Także używania świata. Zarządzania nim. Pierwszy raz zarysował ten plan na początku Biblii. To do każdego z nas odnoszą się zapisane tam, w Księdze Rodzaju, słowa „czyńcie sobie ziemie poddaną”. To polecenie jest przecież przekazaniem władzy. Tak, władzy, ale w ograniczonym zakresie. Ani na początku, ani w żadnym innym momencie dziejów świata i człowieka – Bóg nie abdykował, nie oddalił się ani od nas odwrócił. Nasz sposób panowania nad światem, przyrodą i jej prawami podlega starożytnym zasadom bycia namiestnikiem – tym który występuje w imieniu władcy chwilowo, albo lepiej: terytorialnie (teraz i tu – na tym konkretnym obszarze) go zastępuje. Jeśli nie wiemy na czym to polega to znaczy, że nie wszystko jeszcze wiemy o swojej roli na ziemi. Namiestnik występował w imieniu Władcy, ale zawsze precyzyjnie realizował jego wolę. Mądry namiestnik pamiętał, że sam nie jest władcą. W przypadkach niejasnych zadawał pytania, a w nagłych – gdy zadanie pytania było niemożliwe – domyślał się woli Pana na podstawie różnych znanych przesłanek i zasad.

I to jest problem człowieka, który choć coraz więcej wie, to niestety zapomina prawdy, które są dla niego sprawą kluczową.
Jakiś przykład. Oczywiście.

Piszę to z nagła także dlatego, że wczoraj odbyły się dożynki prezydenckie. Treść Słowa Bożego w tych dniach, kontekst konkretnych czytań mszalnych niedzielnej liturgii nie pozwala mi przejść obojętnie wobec tego rolniczego święta dziękczynienia. Oczywiście chodzi o większość współczesnych dziękczynień. O ich istotę.

Nie byłem wczoraj w Spale. Tym bardziej nie byłem tam w roku 1927 gdy po raz pierwszy zorganizował je prezydent Mościcki. Domyślam się jednak, że 83 lata temu było tam prawdziwiej. Nazywano pewnie rzeczy i osoby po imieniu. Dziś się tego nie robi. Nie wiedzieć czemu. Nie wypada? Nie wolno? Ktoś zabronił? To wstyd? A może dyplomacja?

Dlaczego tak myślę, choć tam nie byłem ani wtedy ani teraz? Dlatego, że intuicję potwierdzają relacje medialne z tego święta plonów. Chodzi o rzecz najprostszą i oczywistą: Po co dożynki? Komu dziękuje się na dożynkach?

Słyszę w telewizji, że rolnicy dziękowali za plony. Kropka. Wiem za co dziękowali, ale pytam: komu dziękowali rolnicy? Komu rolnicy dziękowali za plony?

Czytam, że Prezydent za plony dziękował – rolnikom. Przynajmniej jakiś konkret. Podobnie relacjonują w mediach postawę Biskupa. Nie dowierzam. Też dziękowałby za plony – rolnikom? Rolnikom raczej za pracę i trud, za innowacje i mechanizację. Za cierpliwość i postawę. Za plony już bardziej ziemi…. Matce Ziemi? Czy na pewno?

Była tam również msza święta. Pewnie dziękczynna. W czasie mszy z pewnością padło niejeden raz słowo Bóg, może nawet odmieniane przez przypadki…

Jak to zrobić żeby liturgiczny język, kształtował nas i był prawdziwy przez to, że uczy nas zwracać się do Boga, także poza liturgią. Nas. I Biskupa. I Prezydenta katolika. I rolników katolików. Nas.

Gdzie wobec Bożego Słowa, wobec rad i napomnień bożych my jesteśmy? Na jakiej drodze jesteśmy ze swoją kulturą rolną, kulturą języka, kulturą chrześcijańską?

 

ks. Krzysztof Cebula

 
Jedna jest droga (innych nie ma, choć się wydają…)

Podziel się

 

Tagi

, , , ,

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj