Królestwo Boże jest w nas

 

Ks. dr hab. Andrzej Muszala łączy w sobie dwa światy: nauki i prostoty-pokory-ciszy. Dyrektor Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II i ksiądz z Pustelni w Beskidzie Małym. Głosi potrzebę modlitwy w ciszy, albowiem ona pozwala nam odkryć, że Bóg jest w nas i Królestwo Boże jest w nas.

Agnieszka Czernik: Po co w ogóle rekolekcje ?

Ks. Andrzej Muszala: Rekolekcje to podstawa, przecież Jezus też na pustyni przeżywał swoje rekolekcje. Skoro On mógł odejść i spędzić na pustyni całe 40 dni, to możemy i my. Jak powiadał Carlo Caretto – 1 godzina dziennie, 1 weekend w miesiącu i 1 tydzień w roku. Na pewno raz w roku każdy z nas powinien przeżyć rekolekcje: minimum 4 dni, optymalnie – tydzień. Najlepiej nie w swoim środowisku, najlepiej tak, jak Jezus – usunąć się na bok.

A. Cz.: Czym różnią się rekolekcje w parafii od tych w Domu Rekolekcyjnym, a do tego jeszcze w Pustelni ?

ks. A. M.: Różnica jest zasadnicza. Podczas parafialnych rekolekcji nie wychodzimy z codziennego życia, tylko z doskoku przychodzimy do Kościoła, wychodzimy na chwilę (2 godziny) z domu, pracy. Tu natomiast wyjeżdżamy i zostawiamy wszystko na boku, wychodząc z życia, pozbywając się naszych codziennych zajęć. Tylko my i Bóg. Po rekolekcjach, oczywiście, musi być ciągłość, kontynuacja. Rekolekcje to impuls, ale impuls, który nie załatwi całej sprawy. Musi nastąpić ciąg dalszy; mamy godzinne spotkania raz w tygodniu, na które przychodzą uczestnicy rekolekcji w Pustelni – „Modlitwa w ciszy” w kościele św. Marka. Osoby spoza Krakowa mają spotkanie raz w miesiącu. Pierwsze 30 minut to konferencja wprowadzająca w  modlitwę w ciszy, kolejne 30 minut to już modlitwa w ciszy – kościół jest wówczas zamknięty – nikt z niego nie wychodzi, ani nie wchodzi /m. in. turyści/, nikt nie przeszkadza.

A. Cz.:  Czy pobyt w Pustelni jest przeznaczony dla każdego ? Czy też istnieje kategoria ludzi, którzy nie powinni tego robić, bo nie wyjdzie im to na dobre albo po prostu nie nadają się ?

ks. A. M.:  Dla każdego, trzeba tylko mieć minimum 18 lat. Młodszych nie przyjmujemy, bo warunki są dosyć surowe. Osoby powyżej 60 roku życia też są instruowane podwójnie, aby mogły rozważyć, czy nadają się na te warunki. Toalety na zewnątrz w lesie, nie ma wody w domu, myjemy się w miednicy. Pustelnia jest na szczycie góry, idzie się przez godzinę dość ostro pod górę. Jest elektryczność, lodówka, 2 piece na butle gazowe. Jedzenia nie zabieramy, bo sami przygotowujemy. Podział pracy na 5 grup: jedna grupa zmywa po posiłkach, druga przynosi wodę, trzecia sprząta, czwarta przygotowuje posiłki, piąta przygotowuje liturgię. Staram się rozmawiać z każdym indywidualnie przed wyjazdem, sprawdzić, czy jest osobą wewnętrznie zrównoważoną, czy się nadaje do pobytu na pustelni. Na przykład osoby po egzorcyzmach nie powinny tego robić.

A. Cz.:  Czy traktowanie w ostatnich czasach wyjazdów rekolekcyjnych na równi z wakacjami nie jest nieporozumieniem ?

ks. A. M.:  Pobyt na rekolekcjach dlatego jest wymagający, że coś trzeba poświęcić, na przykład część swojego urlopu; Jezus powiedział, że trzeba „tracić życie” dla Niego. Dlatego właśnie trzeba poświęcić 4 dni na pustynię i zostaje jeszcze tydzień na urlop. Żeby być szczerym, nawet takie gazety, jak Voyage, publikują jak spędzić urlop w pustelni i wymieniają wszystkie pustelnie w Polsce, między innymi naszą; swoją drogą nie wiem, kto nas tam podał. Zatem ludzie nie unikają takich rzeczy, nie unikają wyzwań. Po pobycie w Pustelni człowiek wraca bardziej wypoczęty niż po wakacjach w Egipcie.  

A. Cz.:   Czy Pustelnia ma na swoim koncie jakieś spektakularne sukcesy ?

ks. A. M.:  Mamy na swoim koncie kilka powołań: 3 studentów poszło do seminarium, 2 dziewczyny poszły do zakonu, ale  my się  raczej nie nastawiamy na jakieś spektakularne nawrócenia, sukcesy. Nam zależy, aby ludzie poświęcali 30 minut na modlitwę w ciszy codziennie. Jezus mówił: jednej godziny nie mogliście czuwać ze mną? My proponujemy połowę tego czasu: 30 minut. Poza modlitwami ustnymi, takimi jak: msza święta, brewiarz, różaniec, koronka, litanie. Chodzi o modlitwę wewnętrzną, kontemplacyjną, w której człowiek odkłada słowne teksty, intencje: tylko on i Bóg. Co to jest? Tego się nie da od razu wytłumaczyć. To tak, jak gra na fortepianie, trzeba zacząć od pierwszej nuty, potem druga, trzecia, trzeba jak Jezus w Ogrójcu: on tam trwał. Bóg jest na pierwszy miejscu, a my do jego dyspozycji. Modlitwa w ciszy jest tematem wszystkich rekolekcji na pustelni, ale mamy różne grupy zaawansowania.

A. Cz.: „Bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 15)  – usłyszymy we środę popielcową nad naszymi głowami. Co tak naprawdę jest bliskie i jak wygląda ?

ks. A. M.: W modlitwie w ciszy podstawową sprawą jest, że Bóg jest w nas, a Królestwo Boże to obecność Boga w człowieku. To najważniejsza prawda dla modlitwy w ciszy: Bóg w nas jest, Trójca Święta w nas jest, tylko my o tym nie myślimy na co dzień i żyjemy w poczuciu pozbawienia świadomości najważniejszego skarbu. Dzięki tej modlitwie odkryjemy Królestwo Boże. Tego właśnie najbardziej mi brakuje w kazaniach księży: głoszenia, że w nas mieszka Bóg. Bez tego nasze życie jest tylko moralne, zaś nasza moralność pojmowana jest jako zasługiwanie na coś, na zbawienie, niebo, przyszłe, lepsze życie. Gdzieś, kiedyś, w przyszłości.

A. Cz.:  Jak spojrzeć poza horyzont ?

ks. A. M.: Nikt tego nie wymaga. Człowiek żyje na 100% dniem dzisiejszym, a żadna chwila i żadne spotkanie nie jest przypadkowe. Człowiek żyje bardziej intensywnie, jeśli ma świadomość, że Bóg jest w nim. To mogą być setki sytuacji w ciągu dnia. Człowiek, który ma świadomość Królestwa Bożego w sobie. Święta Teresa z Lisieux – patronka Pustelni, modliła się codzienne przez 2 godziny w ciszy, wypracowała sobie wrażliwość na Boga, pisała w swej „Pieśni na dzień dzisiejszy”: „Me życie to jest tylko ta chwila…”

A. Cz.: Jak rozumieć nawrócenie ?

ks. A. M.: Myślę, że to jest właśnie to przejście z życia czysto zewnętrznego, cielesnego do życia wewnętrznego, duchowego, do Boga, który mieszka w nas. Ludzie sprawują kult, przychodzą na msze, idą do spowiedzi, bo tak trzeba, bo „pójdą za to kiedyś do nieba” albo i nie. W takim aspekcie życie ludzkie to tylko poczekalnia, a w poczekalni można się tylko wynudzić. Tymczasem ich życie ma jeszcze wymiar duchowy, nieekonomiczny, nadprzyrodzony. Czasami słyszymy określenie: „wierzący, ale niepraktykujący”. Mam wrażenie, że jest o wiele więcej ludzi praktykujących, ale niewierzących. Żyją jakby Boga nie było, jakby On czekał na nas dopiero za bramą śmierci. Modlitwa w ciszy uwrażliwia nas właśnie na to: nie kiedyś, daleko, za ileś lat, ale właśnie tu i teraz.

A. Cz.:  Co znaczy na co dzień wierzyć w Ewangelię ? Wystarczy nie podważać treści w niej zawartych ?

ks. A. M.: Wierzyć w Ewangelię, to wierzyć w Osobę Jezusa. Chrześcijaństwo to nie jest system filozoficzny, to nie doktryna, to Osoba. Najważniejszy jest kontakt międzyosobowy. Jak w małżeństwie – ważne, że małżonkowie mają kontrakt, wypowiedzieli przysięgę, ważne, żeby się nie zdradzili, nie oszukiwali, ale najważniejsze jest to, żeby byli ze sobą, przytulili się do siebie, mieli czas na rozmowy ze sobą. Najważniejsze to wierzyć Bogu, a nie wierzyć w Boga.

A. Cz.:  Tegoroczny Wielki Post to także oczekiwanie na podwójną kanonizację: bł. Jana XXIII i bł. Jana Pawła II – w obydwu przypadkach mamy do czynienia z zaangażowaniem w katolicką naukę społeczną i encykliki poświęcone tym zagadnieniom. Czy poświęcił kiedyś Ksiądz całe rekolekcje nauce społecznej Kościoła ?

ks. A. M.:   Nie poświęcam temu rekolekcji – one są po to, aby znaleźć kontakt z Bogiem, żeby Bogiem człowieka zachwycić. Tematyce społecznej poświęcam natomiast inne spotkania i prelekcje. Na przykład, w Waszej parafii miałem prelekcję nt. dramatu niepłodności. Kontakt z Bogiem to zawsze początek. Jeżeli człowiek zachwyci się Nim, modli się 30 minut w ciszy, to pociąga za sobą inne wątki: odpowiedzialność za siebie, za kraj, za życie. Zawsze na początku dotykamy tego, co najważniejsze, czyli obecności Boga w nas. Rekolekcje są po to, aby przez 4 dni w parafii zachwycić ludzi Bogiem; praca nad dalszymi tematami przychodzi później. Na przykład teraz osoby, które już mają dwuletnie doświadczenie modlitwy w ciszy – w ramach przygotować do kanonizacji JPII – mają za zadanie przeczytać napisaną przezeń książkę o tematyce społecznej i napisać ośmiostronicową pracę na ten temat. Praca nie ma być wyłącznie streszczeniem książki, ale również ma odpowiedzieć na pytania, które zostały im zadane i problemy do przemyślenia.

A. Cz.: Jak się ma Królestwo Boże do sprawowania władzy, podatków, oporu, barykad ?

ks. A. M.:   Chrześcijanin musi być też zaangażowany w sprawy polityczne, jeśli widzi, że dzieje się krzywda i niesprawiedliwość. Ale nie w taki sposób, w jaki często odbywa się w Polsce, gdzie dochodzi do mirażu Kościoła i polityki. To, co robią teraz popi na Ukrainie jest bardzo piękne, bo oni się modlą razem z ludźmi, są przy rannych, umierających i to jest droga Kościoła. Nie należy wchodzić w partie polityczne, układy. Pierwsi prześladowani chrześcijanie, których przecież mordowano, modlili się za swych prześladowców i za władców. Zadaniem chrześcijan jest wprowadzać pokój i miłość – także w stosunku do swoich nieprzyjaciół. My teraz, chrześcijanie żyjący w Polsce nie jesteśmy prześladowani, a jednak nie przychodzi nam do głowy, aby modlić się za przeciwników, za sprawujących władzę; zamiast tego, okazujemy, niestety, agresję…

A. Cz.:  O czym należy przede wszystkim myśleć, zaś przed czym mieć się na baczności, urządzając świat doczesny ?

ks. A. M.: O miłości. Człowiek, który się modli wewnętrznie z czasem staje się bardziej wrażliwy społecznie. Mamy taką zasadę, że powinni wejść w jakiś wolontariat, mają robić coś dla społeczeństwa. Mają służyć drugiemu człowiekowi jak Jezus, który uczniom umył nogi. Nie ma modlitwy bez służby, bez wolontariatu. Urządzając świat doczesny, należy wyzbyć się egoizmu, nastawienia się na siebie, otworzyć się na drugiego człowieka, myśleć o nim. Jeżeli postawimy Boga w centrum, a tak właśnie dzieje się podczas modlitwy kontemplacyjnej, to następnym etapem jest postawienie na piedestale drugiego człowieka. Modlitwa kontemplacyjna pozwala wyzbyć się myślenia wyłącznie o własnych potrzeb, zaczynamy myśleć o innych. Nie pozwala się zamykać w kręgu naszych spraw, nakazuje żyć dla innych. Mieć w sobie obraz Boga i drugiego człowieka.  

                                                                                                                                                                                                                                                       Dziękuję za rozmowę

                                                                                                          Agnieszka Czernik

 
Królestwo Boże jest w nas

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

1 komentarz

  1. jola pisze:

    REWELACYJNY WYWIAD.
    CENNE MYSLI.
    KONIECZNIE TRZEBA PRZECZYTAC!
    A PEREŁKE POZWOLE SOBIE ZACYTOWAC: Kontakt z Bogiem to zawsze początek. Jeżeli człowiek zachwyci się Nim, modli się 30 minut w ciszy, to pociąga za sobą inne wątki: odpowiedzialność za siebie, za kraj, za życie.

 
 

Skomentuj