Muzyka w kościele

 

Prawdę mówiąc mam kilka ulubionych pieśni kościelnych. Pieśni, których już pierwsze dźwięki wywołują moje wzruszenie. Czasem do tego stopnia dławią w gardle, że trudno mi śpiewać. Pieśni, które mówią, które poza piękną melodią posiadają niebanalne, głębokie słowa, które potrafią dotknąć prosto w serce. Które niosą Boga. Takie powinny być pieśni. Obejrzałam ostatnio skrajnie różne dwa filmy pokazujące sens śpiewu w świątyni, sens modlitwy przez śpiew, piękno słów kierowanych do Boga. Ale pokazały to tak, że czasem przymykałam oczy z zachwytu, czasem z przerażenia.

Tytuł jednego z tych filmów pominę ze względu na szacunek do samej siebie, dość, że pokazał chór gospel. Muzyka gospel mnie fascynuje, oczywiście nie w każdym wydaniu, opicie się esencją nikomu nie wyjdzie na dobre. Moja fascynacja dotyczy radości. W każdym śpiewanym tam słowie, z ust wydobywa się uwielbienie, bezwarunkowa miłość, szalona radość z faktu, że śpiewam mojemu jedynemu Bogu. Ta radość jest wszechobecna i tak zaraźliwa, że nie można obok niej przejść obojętnie. Miłość brzmi w każdej nucie. Podczas Roku Liturgicznego mamy wiele okresów, radosnych, smutnych. My natomiast, nawet wtedy, kiedy powinniśmy się cieszyć, wolimy zawodzić i jęczeć. Podczas świąt Bożego Narodzenia oglądałam z dziećmi transmisję fragmentów Pasterki ze Stanów Zjednoczonych. Synek mój oglądał uważnie i nagle zapytał: „Czemu oni się tak cieszą w kościele, a my nie? To jest jakieś inne święto?” Rozmawialiśmy o tym chwilę i doszłam do wniosku, że to trochę prawda. Nasze kolędy, skądinąd przepiękne, często są nostalgiczne, melancholijne i nastrojowe. Tam wszyscy się uśmiechają, śpiewają radośnie i głośno. Nam to tak nie wychodzi…

       Drugi zaś film to dokument. Opowiadał o tym, jak to jedna z największych na świecie wytwórni muzycznych wpadła na genialny pomysł, aby pokazać szerokiemu światu chorały gregoriańskie. Trudno oczywiście podejrzewać ich włodarzy o jakąś altruistyczną potrzebę podzielenia się z ludźmi uwielbieniem słowa Bożego, ale… Jeden z dyrektorów zamieścił w Internecie ogłoszenie, w którym pisał o tym, iż poszukuje śpiewających mnichów do nagrania płyty z muzyką sakralną. O dziwo, po niedługim czasie zaczęły napływać zgłoszenie. Do ostatecznej daty, zgłosiło się ponad dwustu mnichów… korzystających z Internetu J. Rozmowy podjęto z kilkoma osobami, jednak jeden mnich wybijał się ponad wszystkich, a na dodatek do zgłoszenia dołączył link do filmu zamieszczonego na Youtube.com, w którym można było obejrzeć chór mnichów śpiewających właśnie chorał. Dyrektorzy byli zachwyceni. Negocjacje podjęto od razu, ponoć delikatnie i dyskretnie. Po jakimś czasie, mnisi pod opieka swojego dyrygenta rozpoczęli nagrywanie płyty. Przedsięwzięcie było o tyle trudne, że aby otrzymać najbardziej wiarygodny produkt, zdecydowano się na nagrywanie w klasztorze. Sprzęt, ekipa, mikrofony, wytłumienia… trud jednak się opłacił. Nagrana muzyka zwalała z nóg. Była surowa, piękna i prawdziwa. Niedługo później, po szeroko zakrojonej kampanii reklamowej chorały gregoriańskie, modlitwy (sic!) znalazły się na listach przebojów. Co za tym jednak poszło, to promocja. Kontrakty zobowiązują do wielu rzeczy. Obecność mnichów w talk show zakłóciła obraz. Prawdopodobnie wszystkim.

Nasunęło mi się wiele pytań.

Czy modlitwa może być komercyjna? Czy możemy chwalić Boga na pokaz? Czy godzi się afiszować się z uwielbieniem dla Boga? Czy muzyka powinna być obecna w świątyniach, a jeśli tak to jaka? W ostatnim „Bracie” zamieściliśmy sondę, w której czytelnicy wypowiadali się na temat zmian, jakich chcieliby dokonać w Kościele, gdyby mieli władzę papieską. Jedną ze zmian miałby być zakaz organizowania w kościołach koncertów, inną likwidacja mszy dla dzieci. Czy w trakcie Mszy Świętej powinniśmy dbać o puryzm, czy nagiąć go w niektórych miejscach?

Koncerty? Dlaczego nie, jeśli godne? Jeśli pokażą piękno modlitwy? Jeśli na chwilę zatrzymają nasze pędzące życie i jeśli przez chwilę dadzą nam poczucie nierealności, ekstazy duchowej? Czy uwłaczamy Bogu w jakikolwiek sposób, modląc się do Niego śpiewem w Jego domu? Uważam, że muzyka powinna być obecna w kościele, jednak, nie każda i nie przez każdego wykonywana. Tu nie ma taryfy ulgowej, w kościołach powinny śpiewać chóry, organiści, księża, mnisi. Kropka. Jeśli ktoś nie umie śpiewać, niech nie staje przed mikrofonem. Jeśli ktoś nie ma głosu, niech śpiewa z wiernymi, a nie solo. I nie lubię w kościele śpiewających kobiet, to nie szowinizm, sama jestem kobietą, ale to głosy męskie zdecydowanie bardziej pasują do tych murów. Wolałabym słyszeć organy, nie gitarę, skrzypce i inne bębenki. Ale sławić Boga należy.

Pewnie narażę się tu wielu osobom, pewnie już się naraziłam, ale nie sposób mi milczeć. Jeśli chodzi o Msze, jestem purystką. Razi mnie wiele rzeczy, które według mnie są niepotrzebne, wręcz przeszkadzają. Sama mam dzieci, które uczestniczą we Mszy nie tylko od strony nawy, więc to nie jest nawiedzone gadanie osoby, która czegoś tam nie wie, czy nie czuje. Nie. I nie chcę też wracać do rytu trydenckiego. Ja chciałabym, aby Msza Święta była przeżyciem duchowym, aby przez nią przeprowadził mnie kapłan i żeby w tej podróży nic mi nie przeszkadzało.

Z największą przyjemnością słucham Chorałów Gregoriańskich, uwielbiam ich klimat, lubię czasem posłuchać chórów gospel, które wprawiają mnie w radosny nastrój, niezależnie od pogody i innych czynników. Więc prawda jest taka, muzyka powinna wypełnić nasze serca miłością.

Anna Jakubik

 
Muzyka w kościele

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj