Obalić pana Tau

 

Mam na ten Jubileusz Brata przykładowe doświadczenie wielce pouczających kontaktów z dwoma przekonanymi katolikami. Aby wprowadzić w tym przykładzie jakąś symetrię i równowagę podam tą okoliczność, iż obaj katechizują młodych uczniów Chrystusa.

Jeden z nich zachęca mnie co miesiąc, abym napisał parę słów do tej rubryki Brata – on też jest autorem szyldu, który i lekko i celnie charakteryzuje moją, tu umieszczaną pisaninę. Mam pewność, iż ten akceptuje i mnie i moje teksty.

Drugi z nich często polemizuje ze mną na bogoojczyźniane tematy i robi to w oparciu o dwa źródła własnej argumentacji: niesystematyczną lekturę – najczęściej weekendowych – wydań Gazety oraz audycji telewizyjnej, którą wspólnie z żoną zwykli określać „naszym szkiełkiem” – chodzi o widowisko zatytułowane Szkło kontaktowe. I właśnie kontakt z tym katechetą też podtrzymuję, choć miewa on szorstkie odcienie debat niedokończonych. W tym konkretnym przypadku mam pewność, iż moje poglądy są przez niego nie do zaakceptowania, gdyby mógł wszelkiej publicystyki by mi zabronił natychmiast. Jestem mu prawdziwą Cebulą w oczy.

Niech wspomnienie tych dwóch osób będzie tu przykładem na kompletnie różne dwa rodzaje myślenia religijnego. Na odpowiednio wysokim poziomie one ze sobą pogodzić się nie mogą. I nie powinny.

Wlazły przeróżne demony między nas Polaków, tak jak miedzy wszystkich ludzi na świecie. Ale wlazł też w Polsce szczególny gatunek demonów miedzy ludzi wierzących w Chrystusa. Poprzez ich diabelskie działania ci ludzie, którzy są tożsami w wierze, potrafią wielce różnić się w ocenie wpływu wiary na własne życie, myślenie i na losy ojczyzny.

Wobec tego zjawiska bardzo bolesna jest konstatacja, że w naszym życiu taką właśnie formę przybiera święcenie Imienia Bożego, które ściśle łączy się ze spożywaniem chleba powszedniego. Łączyć się musi. O jedno i o drugie prosimy Boga w codziennej modlitwie. Jeszcze boleśniejsza jest świadomość, że tak różniących się ludzi nie spaja i ich myślenia nie ujednolica nawet spożywanie tego samego Ciała Pańskiego i trwanie w Komunii z Bogiem.

Nie ma na ziemi ludzi doskonałych. Świętość to stan, który osiągamy przez powolne, ale stałe doskonalenie siebie, coraz pewniejsze stawanie na pokornych nogach ucznia Jezusa. I to z całą świadomością, że jednego i tylko jednego mamy Mistrza. Czyż zatem Chrystus jest podzielony? Czy On przestał mieć moc jednoczenia zwaśnionych, czy to raczej ktoś tu traktuje Go niepoważnie lub niegodnie?

A może warto zapytać inaczej? Może trzeba powrócić do spraw fundamentalnych, nie tylko godząc się na epitety, ale wręcz zapragnąć bycia fundamentalistą. Jeśli ten tytuł oznaczać ma człowieka, który w tym świecie wszystko to, co jest możliwe do zmierzenia, chce zmierzyć linijką, to ja się zgłaszam od razu. Tym bardziej, że równocześnie szydzą z tego tytułu ci, którzy rzeczy mierzalne przyjmują na wiarę, a zdarza im się coraz częściej na wieść, że za pewnik podają wielkości, których nikt wogóle nie mierzył mówić: Oj tam, oj tam – mierzenie jako takie jest już niemodne, staroświeckie, a nawet głupie i niepotrzebne – a ci którzy dążą za wszelką cenę do mierzenia to pospolite oszołomy, sekciarze i prostaccy czciciele wzoru metra z Sevres.

Czy takie postawy mogą dotyczyć wiary i mieć coś wspólnego z chrześcijaństwem? Oczywiście że tak. Już na takim poziomie człowiek zdolny jest skompromitować nie tylko swoja wiarę, ale naturę ludzką i zdolność myślenia.

W latach siedemdziesiątych powstał, produkowany zdaje się przez czechosłowacką telewizję, serial „Pan Tau”. Kto może niech przywoła wspomnienie tamtej filmowej postaci. Pan Tau był gwarancją przyjaznego uśmiechu każdego dnia. Pan Tau to był elegancki mężczyzna w garniturze i meloniku, z parasolem i białym goździkiem w butonierce. Pan Tau komunikował się za pomocą pantomimy i tańca, a za pomocą jednego ruchu dłonią po swym meloniku potrafił materializować rzeczy i rozwiązywał zawiłe problemy. Ten tajemniczy dżentelmen był uosobieniem magii, którą widzą i doceniają nieliczni. Taka postawa z chrystianizmem oczywiście nie ma nic wspólnego, a jestem przekonany, że dziś właśnie my chrześcijanie z Panem Tau mamy sprawę do załatwienia. Bardzo poważną sprawę i do bardzo zasadniczego załatwienia. Z tą jedną różnicą, że pan Tau sam się zmaterializował i przestał być jedynie filmową postacią do zabawiania dzieci.

 
Obalić pana Tau

Podziel się

 

Tagi

,

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj