Oczy ciała i oczy serca

 

W ostatnim czasie dane mi było uczestniczyć w kilku pogrzebach. Grzebano w ich czasie osoby z różnych środowisk, każda z nich w innych okolicznościach żegnała się z tym światem. Różnie też te osoby były ustosunkowane do Kościoła. Niezależnie jednak od tych różnic śmierć była dla rodzin ogromnym ciosem- sytuacja oczywista. Ból rozstania nie jest możliwy do powstrzymania, a od wzruszenia nie jest wolny żaden zdrowy człowiek, nawet sam Jezus płakał łącząc się w żałobie z siostrami Łazarza, choć głęboko ufał w to, że ten zostanie wskrzeszony (J 11,35).

Od dłuższego czasu zastanawia mnie paradoks wiary (często przecież bardzo szczerej i autentycznej) i trwogi towarzyszącej umieraniu. Ilekroć jestem na pogrzebie, odnoszę wrażenie, że śmierć odniosła kolejny sukces, że znowu przypomniała nam o swojej nieuchronności i ostateczności. Sam w takich sytuacjach zastanawiam się nad swoją śmiercią i z lękiem stwierdzam, że nie jestem gotowy, że wciąż nie dorosłem do Nieba, że żegnanie się ze światem byłoby dla mnie zbyt trudne.

Ateiści wobec śmierci muszą chyba pogrążyć się w rozpaczy. Bo nie mogą nic zrobić aby ostatecznie nie umrzeć, nie mają żadnego wybawiciela. Jak to napisał Jean Paul Sartre, z nicości zmierzają w nicość. Jest w tym pozornie coś z heroizmu – oto nie mogąc nic ze śmiercią zrobić, gwiżdżą na nią.

My jednak na śmierć nie gwiżdżemy, wiemy, że nasz chrzest był zanurzeniem (w grece słowo określające chrzest oznacza właśnie zanurzenie) w śmierć Chrystusa (a więc i śmiercią dla świata razem z Nim) po to, aby razem z Chrystusem żyć już na wieki. Ochrzczony konając w Chrystusie umiera dla śmierci, jest bowiem od niej uwolniony. Chrzest zradza do życia wiecznego, które jest obcowaniem z Bogiem w miłości, co ważne- to obcowanie trwa już tu na ziemi przez liturgię.

Chrystus obiecał nam, że jest z nami „przez wszystkie dni, aż do skończenia tego świata”. Ciągle jednak żyjemy w tym świecie, wciąż dostęp mamy jedynie do przedsmaku, nadal nie widzimy oczami ciała chwały Boga, a jedynie marność człowieczeństwa. Jesteśmy w świecie grzechu, bólu, śmierci. Dlatego ze swoją łaską poprzez Kościół przychodzi Bóg i daje nam wiarę – oczy serca. Dzięki nim w znakach liturgicznych dostrzegamy niewidzialną łaskę płynącą z Paschy Chrystusa – jego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania. W tym świecie dostrzegamy chwałę Królestwa Bożego i życie.

Rozstanie związane ze śmiercią nas zasmuca, ale tam, gdzie oczy ciała widzą bezsens, dzięki oczom wiary chrześcijanie widzą życie w Bogu. Nie żyjemy w rozpaczy, bo pokładamy nadzieję w naszym Zbawicielu.

Michał Tucznio

 
Oczy ciała i oczy serca

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

1 komentarz

  1. jola pisze:

    We wtorek bylam na pogrzebie mamy dobrego kolegi. Zmarla 13 maja w godzinie milosierdzia. Na pogrzebie dowiedzialam sie, ze miala szczegolne nabozenstwo do MB Fatimskiej. Papiez JPII zmarl z wigilie Sw Milosierdzia, inna kolezanka ‚duchaczka’ zmarla w wigilie zeslania Ducha Sw. Piekne to jest, ze Bog daje taka laske, ze poprzez godzine smierci pokazuje co dla kogo bylo wazne i Kto sie tym czlowiekiem na tym ostatnim etapie opiekuje szczegolnie. Kto za nim sie wstawia goraco w tym momencie.
    Nie martwie sie o mame Piotrka- rok milosierdzia, godzina milosierdzia i MB Fatimska. To sp. Stanislawa teraz modli sie za nas.

 
 

Skomentuj