Okno wikarego

 

Przez okno mojego mieszkania na plebanii niewiele widać. Niby niewiele. Chodnik, kilka ławek, w oddali plac zabaw, szkoła i cukiernia. Widok standardowy, codzienny, zwyczajny. Zdążyłem się do niego przyzwyczaić na tyle, że nie robi już na mnie większego wrażenia. Zresztą, chyba nawet nigdy nie robił. Po prostu ten widok jest jaki jest. Nie znajduję lepszego określenia, by go opisać.

Jego zwyczajność bywa jednak, od czasu do czasu, przerywana przez bardzo prozaiczne obrazki wycięte z codziennego życia. A to przedszkolaki przemkną po chodniku z zawrotną prędkością, trzymając się mocno stonogi lub węża. A to zakochani gimnazjaliści usiądą na ławce, jakby chcieli już przynieść „na zapowiedzi”. Czasem przebiegną też chłopcy w szalikach klubowych, którzy nawzajem siebie nie lubią. W szarych ramach codzienności, pod moim oknem, dokonują się rzeczy wielkie, dzięki którym krajobraz ożywa, staje się frapujący.

Jednym jednak z najpiękniejszych widoków, które można zauważyć z mojego okna jest obraz rodziny. Szczególnie często widywany w miesiącach ciepłych. Chłopcy z piłką przyklejoną do nogi. Dziewczynki zbierające kwiaty na łące i układające z nich co tylko się da. Mama plotkująca z drugą mamą o nowych ubrankach i surowej nauczycielce. I w końcu tata, który sam nie wie co tam robi, ale siedzi grzecznie i udaje, że cieszy się z tego, że w tym właśnie momencie traci kolejny mecz polskiej Ekstraklasy.

Zdaję sobie sprawę, że to obraz idealny, wzorowy, może trudny do zrealizowania. Jest w nim jednak ukryte niesamowite piękno i sens życia, dodam życia, które rozwija się i wzrasta w rodzinie. Obrazek z mojego okna to tylko jeden z miliona, może nawet miliarda, podobnych na świecie. Można go zaobserwować praktycznie wszędzie i o każdym czasie. Jego przesłanie, mocne i szczere, za każdym razem pokazuje, że kluczem do szczęścia człowieka jest szczęśliwa, kochająca się rodzina.

Pewnie powyższym stwierdzeniem „nie odkryłem Ameryki”. Może nawet niepotrzebnie zachwycam się „oczywistą oczywistością”, jaką jest rodzinna miłość i szczęście. Od kilkunastu lat spotykam się jednak z dziećmi w szkole i w parafii i wiem jak wiele jeszcze zostało zrobienia.

ks. Łukasz Ślusarczyk

 
Okno wikarego

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

4 komentarze

  1. stecu pisze:

    Pięknie napisane – „…kluczem do szczęścia człowieka jest szczęśliwa, kochająca się rodzina.”. A, że Bóg jest miłością… On jest tym kluczem. Pozdrawiam.

  2. dawid pisze:

    Oto człowiek szczęśliwy. Potrafi się po prostu cieszyć otaczającym go światem 🙂

  3. maciek pisze:

    Nie chcę tu zanadto słodzić, tym bardziej, że na co dzień staram się tworzyć taką rodzinę, o której pisze ksiądz, a nie jest to łatwe i nie zawsze mi wychodzi. Chcę tylko napisać, że równie niezwykłe jest obserwowanie księdza Łukasza i słuchanie jego słów w czasie mszy, na kazaniu, tego jak potrafi prowadzić ministrantów, jak swoją obecnością w parafii sprawia, że bardziej chce się do niej należeć i bardziej chce się chodzić do kościoła. Zupełnie niezależnie od tego, że wśród kolorów naszych szalików na próżno szukać barwy niebieskiej, xd.

  4. tomcio pisze:

    bardzo, bardzo …. fajny tekst. Zwłaszca że czytam go jako ojciec 9-cio latka. Mam przemyślenie: nasza codzienność wydaje się do bani ale jeśli popatrzymy na nią z odpowiedniej perspektywy to to wszystko ma sens i cowięcej odnosimy sukcesy!

 
 

Skomentuj