Parafię swoją widzę ogromną…

 

rozmowa z ks. dr Czesławem Sandeckim – Dyrektorem Wydziału ds. Duszpasterstwa Ogólnego Kurii Metropolitalnej w Krakowie i jednocześnie proboszczem parafii pw. św. Judy Tadeusza oraz Dziekanem Dekanatu X Kraków –  Mogiła o przyszłości polskich parafii

 

Agnieszka Czernik: Zacznijmy od pojęcia „ogromna”. W ostatnich latach można było usłyszeć głosy, że wielkie parafie to już przeżytek, „relikt komunizmu”, kiedy niesłychanie trudno było dostać zgodę na budowę kolejnej świątyni, więc należało wznosić jak największe obiekty, które pomieszczą jak największą liczbę mieszkańców. Czy rzeczywiście jedynym rozwiązaniem jest tworzenie w ich miejsce małych parafii ?

Ks. dr Czesław Sandecki: To bardzo złożone pod względem socjologicznym zjawisko. Co to jest mała parafia? Co to jest duża parafia? To jest pytanie o zdefiniowanie pojęć, tego się nie da matematycznie wyliczyć. Ważne są uwarunkowania historyczne, odczytywanie tzw. znaków czasu – powstają nowe osiedla, nowe miasta (Nowa Huta jest właśnie takim miastem). Myślę, że o tworzeniu nowych parafii decydują potrzeby historyczne.

Tworzenie nowej parafii wymaga rozważenia wszystkich „za” i „przeciw”: względy historyczne, tradycyjne, liczebność parafian, zakres terytorialny, możliwość utrzymania parafii na danym terenie. Każda nowopowstająca parafia, która podejmuje trud budowy kościoła „otrzymuje” od diecezji jako finansowe wsparcie patronat dekanacki. Proces dzielenia parafii na mniejsze musi rodzić się spontanicznie, naturalnie i być podyktowany autentycznymi potrzebami.

            Zdarzało się dawniej, iż udzielano pozwolenia na duże kościoły w sposób wyrafinowany, gdyż wiedziano z góry, że społeczność tej parafii tak wielkich budynków nie będzie w stanie utrzymać. Było też i tak, że proboszczowie zamierzający budować nowy kościół, występowali o pozwolenie na budowę świątyni o zawyżonej powierzchni, gdyż z góry zakładano, że „władza” tę powierzchnię ograniczy.

 

A Cz: Skoro już mowa o przeżytkach i reliktach. Kto tak naprawdę w Kościele Rzymsko – Katolickim decyduje o współczesnej architekturze sakralnej, w tym także architekturze wnętrz? Wierni jakoś nie mogą poradzić sobie ze swoim własnym zacofaniem i ciągle jeszcze wolą kościoły gotyckie lub barokowe, zaś historycy sztuki kilka lat temu napisali protest do Benedykta XVI przeciwko brzydocie współczesnej sztuki sakralnej, zwłaszcza wznoszonych kościołów. Być może uprawianie „churchingu” właśnie tutaj ma swoje źródło ?

Ks. dr Cz. S.: W każdej diecezji w ramach Kurii funkcjonuje urząd, komisja, która w Krakowie nosi nazwę: Archidiecezjalna Komisja ds. Konserwacji Zabytków Kościelnych, Architektury i Sztuki Sakralnej. Zrzesza ona ludzi świeckich i duchownych, którzy znają się na architekturze sakralnej, renowacji, konserwacji zabytków. Ta właśnie komisja opiniuje plany nowych kościołów, konserwację zabytkowych świątyń itd.

Upodobanie ludzi do kościołów barokowych, gotyckich, tworzących tzw. klimat nie świadczy moim zdaniem,  w żaden sposób, o ich zacofaniu, jak to Pani zechciała sformułować, ale świadczy o ich wrażliwości estetycznej. Kościół ze swej natury ma prowadzić do relacji z Bogiem: kościoły poprzez swoją architekturę, a więc: łuki, sklepienia prowadzą nas „w górę”, do Boga.

Churching jest szukaniem przez konkretnego człowieka najlepszego, jego zdaniem, miejsca by uczestniczyć we Mszy świętej; ale znowuż: co to znaczy najlepsze miejsce? Np. mam w daną niedzielę dwie godziny wolnego czasu (np. między zajęciami na uczelni) i chcę w tym czasie uczestniczyć w Eucharystii. Co robię? Wpisuję w wyszukiwarkę, np. na stronie internetowej Archidiecezji Krakowskiej pasującą mi godzinę/godziny, rejon Krakowa i patrzę, gdzie w tym określonym przez siebie czasie mógłbym pójść na Mszę św. Wówczas jest mi, w pewnym sensie wszystko jedno, czy pójdę do OO. Franciszkanów, czy Dominikanów. Po prostu godzina jest dogodna.

Oczywiście jest też tak, że ludzie szukają Mszy św., która trwa najkrócej, bez kazania, bez organisty, z innym proboszczem, bo swojego „nie lubię”. Powody churchingu mogą być także „funkcjonalne”: np. w moim kościele nie ma ławek, jest zimno /brak ogrzewania/, a w innym kościele jest zupełnie inaczej. Zjawisko churchingu występuje głównie w dużych miastach; w małych miejscowościach wierni „skazani” są na swoją parafię i swoich duszpasterzy.

 

A. Cz.: Jaka jest różnica między parafią a punktem usług duszpasterskich?

Ks. dr Cz. S.: Do punktu usługowego przychodzę np. wyczyścić płaszcz, dostaję bloczek, płacę i odbieram w odpowiednim czasie; nie identyfikuję się z tym miejscem. Natomiast parafia, jak mówi Kodeks Prawa Kanonicznego, jest określoną wspólnotą ludzi wierzących, nad którą opieka pasterska zostaje powierzona proboszczowi, jako jej pasterzowi, pod zwierzchnictwem biskupa diecezjalnego (por. Kan. 515 §1). Sobór Watykański II określa parafię, jako wspólnotę wspólnot i na wszystkich członkach tej wspólnoty spoczywa odpowiedzialność za jej funkcjonowanie i rozwój. Piąte przykazanie kościelne mówi wprost o obowiązku troszczenia się o potrzeby Kościoła. Parafia to nie tylko jednostka administracji kościelnej, to nade wszystko wspólnota ludzi, jak powiedziałem wspólnota wspólnot. Punkt usługowy nigdy nie będzie wspólnotą, bo po prostu inny jest jego cel, zadania.  Pojawia się pytanie o integrację ludzi w parafii. Nieraz w nowym bloku pytam mieszkańców: czy państwo się znacie nawzajem? Słyszę odpowiedź, że nie i nawet nie mamy takiej potrzeby, potrzebę bycia wśród ludzi, tworzenia jakiejś wspólnoty realizujemy inaczej, np. należąc do jakiejś organizacji, klubu, grupy i to nieraz daleko poza miejscem zamieszkania.

 

A. Cz.: Jak zachować właściwe proporcje między dbałością o witraże, freski, obrazy, tryptyki, dywany, ławki, klimatyzację a nabożeństwami, sakramentami, głoszeniem i słuchaniem Słowa Bożego?

Ks. dr Cz. S.: To są dwie odrębne sprawy. Każdy gospodarz – proboszcz wie, że musi dbać o „dom Boży”. Ludzie nie wybaczyliby mu, nawet gdyby głosił najpiękniejsze kazania, tego, że, nie dba o kościół, jego wystrój, otoczenie. Jednocześnie wiemy, że troska o piękny kościół – budynek to nie wszystko, należy równolegle zadbać o „wybudowanie” więzi międzyludzkich, wspólnoty, stworzenie wymiaru duchowego. Do formy należy dołożyć treść, a jest nią m. in. uświęcanie człowieka, sprawowanie liturgii, głoszenie Słowa Bożego.

A. Cz.: W Polsce ciągle jeszcze jesteśmy przyzwyczajeni do tego, iż w zasadzie jedyną osobą odpowiedzialną za cokolwiek i decydującą o czymkolwiek jest proboszcz parafii. Pojęcia organów Parafii, Rady Parafialnej wciąż jeszcze brzmią dla nas futurologicznie. Jak powinna wyglądać struktura organizacyjna parafii w XXI wieku, jak powinien przebiegać podział władzy i podział funkcji sprawowanych między duchownymi i świeckimi?

Ks. dr Cz. S.: W mówieniu o dominującej roli proboszcza, jest dużo prawdy, ale jest i dużo przesady. Proboszczowi zostaje powierzona parafia, za którą jest odpowiedzialny, ale przecież sam bez ludzi nic nie zrobi. Są takie dziedziny funkcjonowania parafii, w których wierni świeccy mają większe kompetencje, są specjalistami, np. znają się na sztuce budowlanej, ekonomii itd. Wyzwania współczesności zmuszają do działania wspólnego. Różnorodność służy jedności, ubogaca ją. Komisja Episkopatu Polski ds. apostolstwa świeckich opracowała wytyczne, zobowiązujące biskupa do tworzenia w diecezjach gremiów doradczych. Podobnie w parafii, wyrazem odpowiedzialności za Kościół lokalny i wzajemnej współpracy duchownych i świeckich dla Jego dobra jest Parafialna Rada Duszpasterska.

Pragnę wskazać na trzy zadania natury ogólnej, którym powinna wyjść naprzeciw Duszpasterska Rada Parafialna:

– Pierwsze to samoświadomość Kościoła. W pojęciu wiernych słowo „Kościół często jeszcze znaczy: papież, biskupi, księża, zakony. Rada jest szansą tworzenia coraz większych kręgów tych osób, które mają świadomość, że Kościół to „ja”: nie tylko należę do Kościoła, ale jestem Kościołem. Kościół jest takim, jakim jestem ja. Im ja będę bliżej Boga, tym Kościół będzie bardziej święty.

– Obserwujemy rozluźnienie świadomości dobra i zła. Sumienia ludzkie zostały z różnych przyczyn zniszczone lub przynajmniej osłabione. Rada winna stanowić grono ludzi o wrażliwych sumieniach i grono ludzi budzących sumienie. Potrzeba, żeby każdy chrześcijanin, w tym członkowie Rady Parafialnej, byli sumieniem parafii, sumieniem swojego otoczenia, byli znakiem sprzeciwu.

– Wobec rozchwiania moralnego i społecznego, które obserwujemy wokół nas, Rada ma stanowić grono ludzi radykalnych ewangelicznie, ludzi będących świadkami, którzy poprzez styl swojego życia pokazują, że należy bardziej być niż więcej mieć.

A. Cz.: Tworzenie rozmaitych wspólnot parafialnych – w przeciwieństwie do Rad Parafialnych – nie jest już niczym nowym, brzmi swojsko i zakorzeniło się na dobre wśród laikatu. Czy są jakieś badania na temat preferencji polskich wiernych względem przynależności do określonych rodzajów wspólnot, ich liczebności? Czy ilość wspólnot działających przy parafiach, ich rodzaj, liczebność, zamieranie działalności jednych, powstawanie całkiem nowych stanowi świadectwo przemian ustrojowych w ostatnim ćwierćwieczu, wskazuje na nowe problemy parafian?

Ks. dr Cz. S.: Ostatnio przeprowadzone przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w Polsce badania pokazują zasadniczą zmianę – spadek praktyk religijnych i zmniejszenie poczucia związku z rodzinną parafią (wewnętrzna migracja Polaków).

Przedmiotem badań były też wspólnoty parafialne. W 2008 roku (badania przeprowadzane przez ISKK i GUS) 2,6 mln Polaków należało do wspólnot parafialnych, a liczba wspólnot to 60 tys. – czyli po ok. 5 wspólnot w jednej parafii. Najbardziej liczny i najbardziej stabilny pod względem liczebnym od 10 lat jest Żywy Różaniec – ok. miliona zaangażowanych, potem ministranci 157 tys. (1998 r.) i 202 tys. w 2008 r.; następnie do scholi należało w 1998 r. 35 tys., zaś w 2008 r. – 60 tys. Zmalała liczba członków Akcji Katolickiej z 47 tys. do 30 tys. Wzrosły za to liczebnie Parafialne Zespoły Caritas z 13 tys. do 32 tys. Najczęściej – w 60 proc. przypadków, wspólnoty te w parafiach zakłada proboszcz, w 15 proc. świeccy, a w 23 proc. wspólnie świeccy i duchowni. Większe liczebnie wspólnoty są zakładane przez świeckich. 63 proc. wspólnot ma jednego lidera, 20 proc. wieloosobową radę. Zauważana jest także przewaga pań – ale dzieje się tak nie tylko w religijnych wspólnotach. Zaangażowane we wspólnoty są osoby młode – do 36 roku życia i starsze, od 60 roku życia. Zaangażowanie spada w wieku dojrzałym od 37 do 60 lat. Często wynika to z niskiego poziomu świadomości: że taka grupa w ogóle istnieje, na czym to polega, czym się zajmuje.

 

A. Cz.: Czy takie zjawisko, jak wizyta duszpasterska – zwłaszcza w wielkomiejskich parafiach (blokowiskach) – powinna być rzeczywiście nadal związana ściśle z okresem Bożego Narodzenia?

Ks. dr Cz. S.: Kolęda w czasie Bożego Narodzenia to kwestia tradycji. W tym czasie wspominamy przyjście Syna Bożego na ziemię. Okres ten naturalnie służy pogłębianiu więzi z rodziną (wigilia, inne wizyty), najbliższymi, z Bogiem, a także ze wspólnotą, którą jest parafia. Kapłan przychodząc „po kolędzie” pragnie pobłogosławić dom, rodzinę na Nowy Rok, pomodlić się i porozmawiać z domownikami. Na zjawisko wizyty duszpasterskiej można spojrzeć zarówno z punktu widzenia kapłana jak i konkretnego człowieka – parafianina. Dla duszpasterza okres wizyty duszpasterskiej jest czasem bardzo trudny: zmęczenie fizyczne, psychiczne, szkoła, wykonywanie wszystkich innych obowiązków duszpasterskich w parafii (bez taryfy ulgowej), a do tego kolęda, podczas której kapłan ma odwiedzić i to w krótkim czasie ok. np. 1000 – 1200 mieszkań.

 

A. Cz.: Czego najbardziej brakuje w polskich parafiach, zwłaszcza parafiach Archidiecezji Krakowskiej ?

Ks. dr Cz. S.: Pytanie to sugeruje brak. Uważam, że najpierw trzeba pokazać wszystkie plusy, zalety, zobaczyć stronę pozytywną. Kościół w Polsce jest bardzo zróżnicowany: poprzez położenie geograficznie, uwarunkowania, zróżnicowaną mentalność ludzi. W różnych rejonach Polski różna jest również liczba tzw. dominicantes, różna jest też np. liczba powołań kapłańskich. Niezależnie od tego wszystkiego w każdej diecezji i w każdej parafii problemem zasadniczym jest i będzie troska o rozwój wiary w umysłach i sumieniach ludzi i ich zaangażowanie w życie Kościoła.

A. Cz.: Jak wyglądają plany oraz jakie cele zamierza realizować Wydział Duszpasterstwa Ogólnego w ciągu najbliższych kilku lat?

Ks. dr Cz. S.: Aktualnie w Kościele w Polsce realizowany jest program duszpasterski „Kościół domem i szkołą komunii”. Jego realizacja została podzielona na trzy etapy. Pierwszy z nich nosił tytuł: W komunii z Bogiem, drugi: Kościół naszym domem oraz trzeci, aktualny: Być solą ziemi. Podstawowymi celami tego programu są: krzewienie duchowości komunii, rozbudzanie ducha apostolskiego wiernych świeckich, formowanie wiernych zdolnych do czynnego zaangażowania się w przemianę świata, uwrażliwianie na najbardziej potrzebujących.

Na lata 2013-2017 biskupi polscy wyznaczyli nowy program, którego główne przesłanie brzmi: „Przez Chrystusa, z Chrystusem, w Chrystusie. Przez wiarę i chrzest do świadectwa”.

Dzieło Ewangelizacji ma być odpowiedzią na postępującą dechrystianizację. W tym kontekście zwraca się uwagę na konieczność przeprowadzania w parafiach rekolekcji kerygmatycznych. Jednak, aby były one przeprowadzane skutecznie, potrzebna jest przedtem formacja samych ewangelizatorów, dlatego najpierw proponuje się rekolekcje kerygmatyczne dla księży i katechetów świeckich. Rekolekcje kerygmatyczne powinny się odbywać w Wielkim Poście i mieć swoje dopełnienie w Wigilii Paschalnej z centralnym punktem odnowy przymierza chrzcielnego.

Przygotowanie do rekolekcji kerygmatycznych rozpoczęłoby się poprzez m.in. odwiedziny duszpasterskie, rozmowy indywidualne, promocję na plakatach czy ulotkach oraz za pośrednictwem Internetu. Adresatem działań preewangelizacyjnych powinny być przede wszystkim osoby nieuczestniczące aktywnie w życiu Kościoła.

Trzecim priorytetem najbliższego programu duszpasterskiego ma być katecheza przedchrzcielna dorosłych, polegająca na pogłębieniu katechezy rodziców i chrzestnych. Katecheza ta ma się koncentrować wokół sakramentów inicjacji chrześcijańskiej i jako taka być wprowadzana w praktykę parafii.

A. Cz.: Które inicjatywy mogą szczególnie liczyć na wsparcie i będą traktowane, jako priorytetowe?

Ks. dr Cz. S.: Przede wszystkim te związane z realizacją programu duszpasterskiego. Zasadniczym bowiem zadaniem Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego jest przeniesienie ogólnego programu duszpasterskiego, wyznaczonego na dany rok kościelny przez KEP, w życie duszpasterskie Archidiecezji Krakowskiej. Realizacji tego zadania będą służyć, jak ufam, jesienne kongregacje kapłanów, z poszczególnych rejonów naszej diecezji. Oczywiście każda diecezja ma swoje sprawy priorytetowe. W Archidiecezji Krakowskiej takimi są: mówiąc najogólniej kult bł. Jana Pawła II (wkrótce świętego – trzeba już nakreślić program duchowego przygotowania wiernych Archidiecezji Krakowskiej do tego historycznego wydarzenia) i krzewienie Bożego Miłosierdzia. Jakże znamiennym jest to, że obok Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, powstaje cały kompleks budynków, określany jako Centrum Jan Pawła II Nie lękajcie się, którego zasadniczą cześć stanowi Sanktuarium poświecone Błogosławionemu, poświęcone 23 czerwca br. Chciałbym w tym miejscu wspomnieć o zakończonej w Archidiecezji Krakowskiej, w katedrze na Wawelu 29 czerwca, Peregrynacji obrazu Jezusa Miłosiernego i relikwii Apostołów Bożego Miłosierdzia: św. S. Faustyny i bł. Jana Pawła II. To wielkie Boże dzieło już wydaje i wydawać będzie błogosławione owoce wiary w życiu naszych parafialnych wspólnot.

Ważnym zagadnieniem w życiu religijnym Archidiecezji Krakowskiej jest również Nowa Ewangelizacja. Mówiąc o naszych nowohuckich dekanatach pragnę przypomnieć, że po wakacjach, została zaplanowana ewangelizacja Nowej Huty. W związku z tym, w kościele Arka Pana, w dniach 16-22 czerwca, odbyło się tzw. Jerycho, czyli nieustanna modlitwa w intencji tego dzieła. Konieczna jest taka „duszpasterska akcja”, wzorem ewangelizacji Krakowa w październiku minionego roku, by poruszyć sumienia i umysły tych, którzy kiedyś gorliwie przyznawali się do Chrystusa a dzisiaj „przestał On im być potrzebny”.

Zastanawialiśmy się w gronie duszpasterzy Nowej Huty nad tym zagadnieniem i doszliśmy do wniosku, że ważną z duszpasterskiego punktu widzenia jest najpierw odpowiedź na pytanie: do kogo na być skierowana ewangelizacja, kto dzisiaj „stanowi” Nową Hutę, kim są obecni jej mieszkańcy. Obserwacja i doświadczenie pokazują, że struktura socjologiczna naszych parafii jest bardzo zróżnicowana. Najogólniej mówiąc, pierwszą kategorię stanowią ludzie zaawansowani wiekiem, często samotni, którzy przybyli na ten teren w czasie gdy powstawał kombinat metalurgiczny. Tutaj się osiedlali, zakładali swojej rodziny, zasiedlali szybko powstające osiedla mieszkaniowe. Drugą kategorię stanowią już ich dzieci (dzisiaj dojrzali już wiekiem) i ich dorośli wnukowie. W naszych parafiach mamy również coraz więcej „nowych” mieszkańców – parafian, przybyłych z różnych stron Polski; tych, którzy tutaj kupili mieszkania na nowych, jakże szybko powstających osiedlach mieszkaniowych. I jest to proces dynamiczny, ciągle trwający, bo tych bloków, osiedli jest coraz więcej. Trzeba bardzo intensywnie i skutecznie myśleć o integracji tych środowisk, tak by umożliwić nowym mieszkańcom znalezienie miejsca w swoich nowych parafiach i związania ich z tymi wspólnotami.

 

Dziękuję za rozmowę

Agnieszka Czernik

 
Parafię swoją widzę ogromną…

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj