Posługa w Rosji

 

SIOSTRA REGINA MACHALIŃSKA ze Zgromadzenia Sióstr Wynagrodzicielek Najświętszego Oblicza – pracująca od 5 lat w Orenburgu (Rosja) na granicy Europy i Azji, pochodząca z naszej parafii.

 

– Należy siostra do zgromadzenia bezhabitowego, zatem na pierwszy rzut oka jest postrzegana jako zwykła kobieta. Czy ten brak habitu ułatwia czy utrudnia sprawę, zwłaszcza na misjach: w Tunezji czy też Rosji (Orenburg)? Zmniejsza dystans czy też zwiększa podejrzliwość?

– Ułatwia życie. Ludzie są bardziej otwarci, mamy do nich lepszy dostęp. W momencie, kiedy się dowiadują, kim jesteśmy, są zdziwieni, ale mile zdziwieni. Zanim się dowiedzą, kim jesteśmy, można z nimi rozmawiać o Panu Bogu swobodniej. Potem też oczywiście można, ale pierwsze lody zostały już przełamane. Jeżeli „zwyczajni, cywilni” ludzie mogą wierzyć w Pana Boga, to „ja” – zwykły człowiek, też mogę. Zaczynają wierzyć, że wiara nie jest przeznaczona wyłącznie dla świętych, księży i zakonnic. Nasze Zgromadzenie założone zostało przez O. Honorata Koźmińskiego – kapucyna w 1888 roku, w momencie kiedy wszystko było zakazane: religia, język polski, zakładanie zgromadzeń, nawet samo wstępowanie do zgromadzeń. O. Honorat był zamknięty w swoim klasztorze w Zakroczymiu, potem w Nowym Mieście nad Pilicą, mógł tylko posługiwać w konfesjonale i odprawić mszę świętą. Przez konfesjonał założył 22 zgromadzenia bezhabitowe (z wyjątkiem pierwszego: felicjanek), z których do dziś istnieje 17. Zgromadzenie Sióstr Obliczanek ma bardziej duchowy charakter i ma na celu wynagrodzenie Bogu za grzechy nasze i całego świata. W Orenburgu urodziła się nasza założycielka – siostra Eliza Cejzik. Wynagradzanie za grzechy polega na tym, że złączam swoje serce, pracę, myśli, radości i cierpienia z Jezusem, dając więcej miłości, za tych, którzy nie kochają, pracując więcej i lepiej za tych, którzy nie chcą pracować, nie pijąc, za tych, którzy nadużywają alkoholu, itd. Dwa razy w niedzielę uczestniczymy we mszach św. za tych, którzy w niedzielnych mszach św. nie uczestniczą. Wszystko w łączności z Eucharystią i w intencji wynagradzania za grzechy całego świata. Jestem organistką w kościele pw. Matki Bożej Loretańskiej w Orenburgu, poza tym do moich zadań należą: katecheza z dziećmi po mszach św., dwa razy w miesiącu – mały żłobek, czyli zajęcia z mamami i ich malutkimi dziećmi (w przyszłości mam nadzieję, iż zajęcia będą się odbywały raz w tygodniu), wyjazdy na wioski – w parafii mamy 11 punktów dojazdowych (11 wiosek) w odległości od 20 – 120 km; podczas gdy kapłan spowiada, ja przygotowuję śpiew do mszy św., po mszy św. jest katecheza z dziećmi czy dorosłymi, w zależności od potrzeb, dyżury w kościele i sprawy bieżące (wakacje z Bogiem).

– Patrząc na oficjalne strony Orenburga, miasta na pograniczu Europy i Azji, założonego przez carycę Annę Joannowną 19 (30) kwietnia 1743 roku, możemy odnieść wrażenie, że miasto może nie jest największe (800 tys. mieszkańców), ale zadbane (zabytki, nowoczesna biblioteka, szpitale, uniwersytety, przemysł) z ogromnymi perspektywami na rozwój gospodarczy. Jak to wygląda z perspektywy siostry? Jak wygląda najlepszy i najgorszy kawałek Orenburga?

– Miasto dynamicznie się rozwija, trwa budowa osiedli, całych dzielnic 10-piętrowców, zajmujących stepy, za sprawą ludności napływowej (uciekającej z wiosek ze względów ekonomicznych; kołchozy zlikwidowano), ale też wzrostu demograficznego – zwłaszcza w ciągu ostatnich 2 lat. Powstaje wiele nowoczesnych sklepów, oddziały zagranicznych firm; miasto różni się od tego, które zobaczyłam 5 lat temu. Jednocześnie ostatnimi czasy odwiedzamy rodziny dzieci, które są w naszym centrum Caritasu i mieszkają w warunkach tragicznych – bez wody bieżącej, kanalizacji, z ubikacją na dworze, jedynie z elektrycznością, z piecami – jako systemem grzewczym (węgiel, drzewo); w jednym pokoju z aneksem „kuchenno – łazienkowym” mieszka 7 – osobowa, trzypokoleniowa rodzina. W zimie temperatura na zewnątrz wynosi nawet – 40 st. C. Rosja jest krajem samotnych matek z dziećmi (ludzie tam równie chętnie się pobierają, co rozwodzą; dokładnie: rejestrują się w tzw. „zagsach” – urzędach rejestracji); bywa, że kobieta ma trójkę dzieci i każde z innym mężem, który najczęściej pije lub odchodzi w siną dal. Potem musi te dzieci utrzymać, a zarobki są dalece niewystarczające. Pewna kobieta opowiadała, że kiedyś przyniosła do domu 200 rubli jako całą wypłatę (bo firma powiedziała, że nie ma pieniędzy) – równowartość 2 bochenków chleba, 1 kg cukru i kostki masła. Przez naszą parafiankę dowiedział się o niej katolicki ksiądz i przyniósł jej paczkę żywnościową (kakao, makarony, mleko) – wtedy uwierzyła, że Pan Bóg istnieje, bo zesłał jej opiekuna w tragicznej sytuacji. Przekonała się, że należy częściej zwracać się do Niego o pomoc i zaczynać rozwiązywanie problemów właśnie od Boga. Poprosiła o zmianę konfesji, ochrzciła najstarszą córką, ona ochrzciła już swoje dzieci w wierze katolickiej. Takich rodzin jest więcej. Myślą, że są skazani na takie życie, bo tak wyglądało życie babci i mamy; nie mają nadziei. Daje o sobie znać słynny rosyjski fatalizm.

– Patrząc na spis religijnych organizacji Orenburga, widzimy jedną parafię rzymsko – katolicką Matki Bożej Loretańskiej, z należącym do parafii dobroczynnym centrum Caritasu (ul. 8 marca, dom nr 24) naprzeciw 17 parafii Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, 9 meczetów, 3 parafiach Adwentystów Dnia Siódmego, pozostałych partii protestanckich. Skąd tak „niska popularność” naszego wyznania?

– Nie można powiedzieć, że popularność naszego wyznania jest mała. Nawet spotykam się z tym, iż wielu prawosławnych przychodzi do naszego kościoła, twierdząc, że modlitwa katolicka, msza św., jest dla nich bardziej zrozumiała: przede wszystkim w języku rosyjskim, a nie staro-cerkiewnosłowiańskim. Nie sposób rozmyślając nad tym zagadnieniem, pominąć tradycji: ludzie mieszkający w Orenburgu są najczęściej prawosławni, jest też wielu muzułmanów (pogranicze z Azją; Kazacy, Tadżycy, Tatarzy, Uzbecy). Zdarza się, że przejeżdżając przez miasto dwa przystanki autobusowe stanowią „pas muzułmański” – coś jakby dzielnica muzułmanów, ich domy, 3 meczety. Ateistów też jest wielu. Istnieje w naszej parafii coś takiego, jak „dyżur” – wówczas kościół jest otwarty dla wszystkich, każdy może przyjść, pomodlić się, zapytać, porozmawiać. Jeżeli parafia liczy 500 osób w promieniu 120 km (parafia zajmuje obszar 1/3 Polski) i z tych 500 przychodzi 60 osób to już jest dużo, w wielkie uroczystości po 120 osób. Jak patrzeć na tych ludzi z wiosek? Oni nie przyjadą w każdą niedzielę; ludzie pracują tam 6 dni w tygodniu i nie zawsze akurat niedzielę mają wolną. Do niektórych dojeżdżamy raz w miesiącu, do niektórych 2 razy w roku. W mojej opinii katolicyzm z Orenburga jest to tzw. „katolicyzm niezaangażowany” – parafianie nie angażują się w życie parafii, nie ma odzewu np. na kursy biblijne, choć udało się stworzyć kółko różańcowe; jest jeszcze grupa św. Gerarda. Była grupa młodzieżowa, ale chwilowo jest w rozsypce: starsi pozakładali rodziny, a młodsi są jeszcze za mali. Zakładałam chór parafialny 4 razy: największy problem to taki, aby przyjść na próbę; na jedno spotkanie przyjdą 3 osoby, na drugie – inne 3 osoby, na trzecie – 1 osoba z pierwszej i 1 osoba z drugiej trójki. W naszej parafii istnieje kult ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy, jest nowenna we środy. Wprowadziliśmy koronkę do Miłosierdzia Bożego o godzinie 15 i dzieci z centrum Caritasu bardzo to lubią.

– Czy Rosjanie znają objawienia z Fatimy? Wiedzą, ile uwagi Bogurodzica poświęca właśnie Rosji?

– Mogę powiedzieć, co wiedzą katolicy z naszej parafii: każdego 13 dnia miesiąca jest msza św. do Matki Bożej z Fatimy ze specjalną modlitwą za Rosję; pokazywaliśmy parafianom filmy, były informacje wywieszone w naszej gazetce parafialnej. Nie pytają się, dlaczego właśnie za Rosję. Nie czują się narodem wybranym. Żyją realiami dnia codziennego.

– Czego oczekują od Was mieszkańcy Orenburga? Wyłącznie pomocy socjalnej w ramach Caritasu? Czy też rozwoju duchowego?

– Mogę odpowiedzieć na tyle, na ile znam społeczność, w której żyję, a więc społeczność katolików. Wiem tylko, co się dzieje w gronie katolików i sąsiadów z bloku, w którym mieszkam. Oczekują zapewniania opieki duchowej: chcą mieć msze św., chcą mieć możliwość spowiedzi. Pomocy socjalnej oczekują na pewno, nie oferujemy jednak pomocy finansowej. W tym momencie centrum Caritasu działa jako centrum dziecięce i pomagamy przede wszystkim dzieciom (lekcje, obiad). Czasami parafianie przynoszą ubrania, potem je rozdzielamy. Czasami ludzie przychodzą i proszą o chleb lub obiad. Otrzymują je. Kiedy ksiądz prosi, aby odpracowali ten obiad, np. odgarnęli śnieg, to już jest problem. Trwa ciągła Akcja „1 kilogram” – jest wystawiony kosz, do którego parafianie wkładają: 1 kg cukru, ciastek, maki, ryżu, kaszy, później są rozdawane potrzebującym – zarówno tym, których znamy z parafii, jak też anonimowym „przybyszom”.

– Gdyby Siostra miała namalować mapę Orenburga – mapę potrzeb i planów… Które z nich zajęłyby najwięcej miejsca?

– Mamy tylko dwóch kapłanów, są cztery siostry. Kapłanów brakuje dramatycznie i jest to problem naszej diecezji – saratowskiej: już 4 parafie nie mają kapłanów w ogóle. Brak rodzimych powołań, kapłanami są wyłącznie cudzoziemcy. Wielu kapłanów ze względu na wiek, wyczerpanie fizyczne, psychiczne, stan zdrowia wraca do kraju. Jeżeli jeden z dwóch kapłanów pojedzie na urlop, to drugi musi zostać w parafii i nie może odprawić mszy św. na wsi. Praca misyjna w Rosji bywa na pozór bardzo niewdzięczna i niewidzialna; łatwiej jest pojechać do Afryki, wybudować szkołę lub szpital i mieć satysfakcję niż pracować nad mentalnością ludzi zza miedzy; jest to praca często obliczona na pokolenia i efekty wcale nie są gwarantowane. Pewna parafianka – wydawało się już uformowana – przestała przychodzić do kościoła, przeżywała kryzys wiary. – A wy sobie myślicie – powiedziała w rozmowie telefonicznej – że jak nas wypruli z wiary, ze wszystkich wartości, to my to w ciągu 20 lat odzyskamy? Ludzie mają poczucie, iż Panu Bogu należy oddać wszystko, co najlepsze, a nie przychodzić i zawracać głowę problemami i kryzysem.

– Jeżeli chodzi o bardziej przyziemne potrzeby, to chcielibyśmy na podwórku postawić dwie huśtawki dla dzieciaków i karuzelę.

– Jak my, w Polsce, w ramach parafii św. Brata Alberta możemy pomóc Siostrze, katolikom, czy też Orenburgowi? Druga niedziela Adwentu jako niedziela modlitwy i zbiórki pieniężnej pod hasłem „Kościół na Wschodzie” spełnia swoje zadanie czy raczej powinna być dobrym początkiem poddawanym dalszej ewolucji?

– Przede wszystkim przez modlitwę – nie jednorazową, ale stałą: wypraszać, wypraszać i jeszcze raz wypraszać łaskę wiary dla tych ludzi, błagać o powołania w tym także rodzime powołania kapłańskie i zakonne. Módlcie się też za nas, którzy tam pracujemy, bo modlitwa jest najbardziej potrzebna, może najwięcej załatwić. Jeżeli chodzi o jednoroczną akcję „Kościół na Wschodzie” to modlitwa na pewno pomaga, ale pomoc finansowa, o ile trafia, to w bardzo niewielkiej części, gdyż suma uzbierana tej niedzieli adresowana jest do różnych parafii.

– Dziękuję za rozmowę.

Istnieje coś takiego, jak adopcja duchowa misjonarek, polegająca na codziennej modlitwie (Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo, Pod Twoją Obronę) za konkretną misjonarkę, wymieniona z imienia i nazwiska: s. Reginą Machalińską, ul 8 marca, dom nr 24, Orenburg. Raz w miesiącu należy ofiarować w intencji misjonarki mszę św. i komunię św.

 

Agnieszka Czernik

 
Posługa w Rosji

Podziel się

 

Tagi

, , ,

Zobacz także:

 
 

1 komentarz

  1. Jerzy pisze:

    Witam najserdeczniej.Interesuję się Orenburgiem z osobistych powodów.Mój ojciec Czesław urodził się w Orenburgu w styczniu 1921 roku jako bliźniak.Jego ojciec Bolesław był wywieziony z Warszawy po aresztowaniu w1914 roku.Ojciec zapewne był ochrzczony w tym kościele.15 lipca 1917 roku utonął w Uralu wraz z 6-cioma innymi harcerzami starszy brat ojca Wacław.Pogrzeb odprawiał „Sokoli”ks.Underyss.Zapewne nie ma już pomnika harcerzy na cmentarzu ani metryk z tamtych lat.Wiadomości te pozostawił mój dziadek w swoim pamiętniku,który pisał do kwartalnika „Sybirak”w 1935 roku.Pozdrawiam Jerzy Chmielewski

 
 

Skomentuj