Pytania dla eschatologa…

 

PYTANIA DLA ESCHATOLOGA…

…ks. dra hab. Roberta Woźniaka – specjalisty od teologii dogmatycznej, adiunkta w Katedrze Antropologii Teologicznej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, laureata Nagrody im. ks. prof. J. Tischnera w 2008 roku, autora książki „Przyszłość, teologia, społeczeństwo”.

 

Agnieszka Czernik: Kiedy nastąpi koniec świata? Boimy się czy oczekujemy z niecierpliwością, żądni sensacji?

Ks. dr hab. Robert Woźniak: Pewnie każdy powinien odpowiedzieć za siebie na drugą część pytania. Prawdziwie chrześcijański odruch to radość. Przecież Pan się zbliża, nadchodzi. Pierwsi chrześcijanie całe swoje życie rozumieli jako oczekiwanie na ten powrót. Jeśli istniał dla nich jakiś powód nieprzemijającej radości, to myśl o nadchodzącym Panu. Oni wiedzieli, że Jezus powraca żeby zbawiać. Wiedzieli również, że całe ich życie jest świadectwem wierności Chrystusowi.

A co do końca świata, to nie wiem. Aniołowie też nie wiedzą, ani Syn człowieczy! Tylko Ojciec. A to znaczy, że sekret daty i godziny jest w rękach kochającej osoby. On kocha, On wie!

Pamiętać też należy, że mowa o końcu świata nie oznacza zniszczenia wszystkiego. Bóg nie stworzył po to, aby zniszczyć. Koniec świata to nie koniec stworzenia. To istotny w jego historii moment przemiany: wszystko będzie przemienione, inne, wydoskonalone.

A. Cz.: Co jest współczesnym Babilonem? Kiedy św. Jan pisał na Patmos swą Apokalipsę, miał na myśli ówczesny Rzym…

Ks. R. W.: Między innymi tak. Ale pamiętajmy o głębszym znaczeniu, symbolicznym znaczeniu tego wyrażenia. Babilonem jest przede wszystkim umysł i serce (wnętrze) człowieka, który świadomie i dobrowolnie odchodzi od Boga, wybiera inny styl życia. Stolicą grzechu jest zawsze serce człowieka, z którego wychodzi zło odrzucenia Boga i drugiego człowieka. Oczywiście istnieje coś takiego jak grzech strukturalny, grzech stanowiący sumę poszczególnych ludzkich odejść.

A. Cz.: Co nas czeka po śmierci, kto będzie miał najgorzej?

Ks. R. W.: Każdy z nas został stworzony, aby uczestniczyć w życiu Boga na zawsze, aby być blisko Niego, cieszyć się Nim, drugimi i sobą pozostając we wspólnocie.

Każdy jednak będzie miał co chciał! Tak, to zatrważające. Już dzisiaj wybieramy naszą przyszłość. W każdym małym wyborze decydujemy o niej. To nie jest tak, że w Bóg nas skarze wbrew nam samym. To my wybieramy nasze miejsce, nasz stan po śmierci. On tylko, z miłości, akceptuje nasz wybór. 

Obiektywnie ujmując rzecz, najgorzej będzie miał ten, kto z tej wspólnoty z Bogiem i z drugim człowiekiem dobrowolnie i uporczywie się wypisuje. Pozostanie dla niego jakaś ciemna, nieprzenikniona i zimna otchłań samotności.

A. Cz.: Czy rzeczywiście na Sądzie Ostatecznym za dobre wynagrodzą, za złe ukarzą? Według jakiej taryfy?

Ks. R. W.: Taryfa to złe słowo. Bóg nie jest taryfiarzem. Nigdy nie oddaje złem za zło. Daje pierwszy i zawsze więcej, nieskończenie więcej, niż może otrzymać. Chce uleczyć, nawet wtedy, gdy sądzi i karze.

Pod wieczór życia, będą was sądzić w miłości­­. To święty Jan od Krzyża. Niech tyle wystarczy.

A. Cz.:  Jak wygląda niebo?

Ks. R. W.: Tego nikt nie wie, jeśli nie doświadcza bliskości Boga. A w jej przestrzeń możemy już wejść tu, na ziemi modląc się, wpisując siebie i swoje życie duchowe w liturgię, poszukując Boga, kochając bliźniego, jak siebie samego. Zatem, jeśli chcemy wiedzieć jak wygląda niebo, zacznijmy się na serio modlić, uczyć modlitwy, pogłębiać ją i służyć innym po bratersku. Niebo to osobowe spotkania, mnóstwo spotkań….

A. Cz.: Czy chęć zapewnienia sobie luksusowego, komfortowego, bezbolesnego przejścia na drugą stronę należy uznać za grzeszną?

Ks. R. W.: Jeśli wiąże się z egoizmem i chęcią uniknięcia wzięcia na siebie odpowiedzialności za własne grzechy to jest to forma głupoty. Pozostawmy coś Bogu. On wszystko dobrze zaplanuje. Zresztą możemy go zawsze prosić… A On słucha i nosi na sobie nasze boleści.

A. Cz.:  Czego należy spodziewać po Jezusie? Wiadomo: przyjdzie w chwale, ale czy będzie zadowolony?

Ks. R. W.: Miłości, dobra, sprawiedliwości i przebaczenia. Na początku Bóg widział, że to, co uczynił było dobre. I podobnie pewnie będzie przy końcu. Zadowolenie to w tym kontekście niewłaściwe słowo.

A. Cz.:  Co będzie, jeśli umrzemy, pójdziemy do nieba, a tam zobaczymy zupełnie innych świętych i błogosławionych, niż wyniesionych przez nas na ołtarze, znanych z ikon i obrazów ?

Ks. R. W.: Radość, wielka radość!

A. Cz.: Czy nie za dużo u nas, katolików Krzyża, nie za mało Pantokratora ? Krzyż to zapatrzenie w przeszłość, wydarzenie, które już miało miejsce, a jego sens zdezaktualizował happy end – czyli Zmartwychwstanie Jezusa. Cerkiew wydaje się być bardziej zapatrzona w przyszłość – głównym, najważniejszym miejscem jest ikona przedstawiająca Sędziego i Władcę Wszechświata, a więc przyszłość, która nas czeka………..

Ks. R. W.: To temat na inną rozmowę!

                                                                                      Agnieszka Czernik

 
Pytania dla eschatologa…

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj