Rozmowa z Anną Radoń

 

ANNA RADOŃ – parafianka od św. Brata Alberta, szefowa „Bazy” Wspólnoty Nowohuckiej Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej.

 

– Skąd u Pani zamiłowanie do pielgrzymek?

– Po raz pierwszy na pieszą pielgrzymkę, wybrałam się jedenaście lat temu. Kończąc liceum chciałam zawierzyć Matce Bożej to, co miało wydarzyć się w nadchodzącym roku: zdanie egzaminów dojrzałości, wybór drogi życiowej i kierunku studiów. Rok później już w duchu dziękczynienia za wyświadczone łaski odbyłam kolejną pielgrzymkę pieszą. Za prośbą ks. Romana Ciupaki, ówczesnego Przewodnika Głównego Członu Nowohuckiego, już w charakterze organizatora, jako członkini Bazy. Kto choć raz wybrał się na pielgrzymkę ten chyba rozumie jak trudno nie pójść kolejny raz. Data 6 – 11 sierpnia wpisuje się w kalendarz wydarzeń, na które czeka się cały rok, podobnie jak na: Święta, Mikołaja, urodziny… Bycie w bazie to odpowiedzialność przeniknięta radością. Kilka lat temu, podczas pielgrzymki, na jednym z ostatnich postojów pewien mały chłopczyk podszedł do mnie, rzucił mi się na szyję mówiąc: „Pani Aniu, dziękuję, że zorganizowała pani dla nas tą pielgrzymkę”… To jedna z tych chwil, dla których warto trudzić się 🙂

– Piesza Pielgrzymka to coś więcej niż tylko modlitwa, śpiew i wspólnota. Prawdopodobnie, za każdym razem, najmocniej przekonują się o tym organizatorzy?

– Modlitwa, śpiew i wspólnota to rzeczywiście najbardziej charakterystyczne, można by powiedzieć widoczne elementy pielgrzymowania. To jest to, czego człowieka szuka na pielgrzymce: rozmowy z Bogiem, z drugim człowiekiem, z samym sobą; to radość, śpiew, poszukiwanie wspólnoty, ale i wyciszenia. Jednakże tak rzadko zastanawiamy się i może dostrzegamy, że na to, aby pielgrzymka przeszła szczęśliwie do celu te 150 kilometrów pracuje sztab kilkudziesięciu osób, tak często niewidocznych (choć w pewnym sensie, jeśli pielgrzym tego nie dostrzega, to znaczy, że jest dobrze, że wszystko działa tak jak powinno:)). To ludzie, którzy całkowicie bezinteresownie, w formie wolontariatu podejmują posługę w różnorakich służbach jako: porządkowi, piloci, kwatermistrze, lekarze, ratownicy medyczni i przedmedyczni, techniczni (zajmujący się nagłośnieniem), zaopatrzenie (w żywność, napoje, gorącą i zimną wodę), baza, przyjmująca zapisy i będąca czymś na kształt „biura informacji”, kierowcy, fotograf, służby odpowiedzialne za uprzątnięcie śmieci po wyjściu grupy z postoju i wielu, wielu innych. To księża i siostry zakonne, którzy w szczególny sposób czuwają nad wymiarem duchowym pielgrzymowania. To ludzie, bez których odważę się powiedzieć, pielgrzymka nie zdołałaby wyjść z Krakowa, nie mówiąc już o dotarciu na pierwszy nocleg.

– Z jaką, organizacyjnie najtrudniejszą sprawą, zetknęła się Pani na pielgrzymce? (oczywiście, jeśli Ksiądz Przewodnik nie zobowiązał do zachowania tajemnicy)

– W zasadzie na przestrzeni całego roku spotykamy się w różnorakimi trudnościami organizacyjnymi. Problemy mają przeróżny charakter: zepsute w ostatniej chwili auto, zajęta przez gości weselnych remiza, w której miała spać 200 osobowa grupa, nawet tak prozaiczne jak trudności z dostaniem urlopu (co ma znaczenie, gdy dotyczy już kilku osób). Problemem są dla nas ulewne deszcze i susza, niedyspozycje zdrowotne pielgrzymów. Najtrudniejsza sprawa organizacyjna? Myślę, że rosnące z roku na rok wydatki, na których pokrycie mamy jedynie budżet pochodzący z opłat przy zapisie. Wydatki są ogromne: przede wszystkim paliwo dla sporego taboru samochodowego: samochodów ciężarowych przewożących bagaże pielgrzymów, przewozów chorych, karetki, zaopatrzenia, itd.; ponadto toalety przenośne, część kwater i wiele, wiele innych. Nie ukrywam, że pokrycie tych wydatków nie jest łatwe; jednakże dzięki ludziom dobrej woli i Bożej Opatrzności udaje nam się wyjść na zero lub zakończyć pielgrzymkę z jak najmniejszą dziurą budżetową:)

– Jak na pojawienie się pielgrzymów reagują mieszkańcy wiosek i miast, które mijacie po drodze? Czy łatwo dzisiaj o nocleg?

– Mieszkańcy miejscowości, przez które przechodzimy witają nas bardzo życzliwie. Nie raz mimo trudnej sytuacji materialnej, z którą się zmagają otwierają przed nami swoje domy i serca. Nie raz oprócz kawałka podłogi znajdzie się dla strudzonego pielgrzyma ciepła strawa i rozmowa. Bo warto podkreślić, że wiele rodzin przyjmuje pielgrzymów już od lat, a zawiązane w ten sposób znajomości przekształcają się w przyjaźnie (znamy nawet jedno małżeństwo:)). Oczywiście mieszkańcy szczególnie tych małych miejscowości nie są w stanie przyjąć wszystkich pielgrzymów, dlatego część noclegów ma miejsce także w szkołach, przedszkolach, remizach. Coraz popularniejszą formą, szczególnie wśród młodzieży stają się namioty. Słynne „spanie na sianie” odchodzi już do lamusa i mogę szczerze powiedzieć, że należy już do rzadkości.

– Po przejściu połowy drogi do „Bazy” zgłasza się młody człowiek, który twierdzi, że nie ma sił, by iść dalej. Co wtedy?

– Życzylibyśmy sobie, żeby pielgrzymi zgłaszali się do nas dopiero w połowie drogi (uśmiech). A tak poważnie, zdajemy sobie oczywiście sprawę z tego, że na pielgrzymce są z nami osoby w rożnym wieku, a przy zapisie nikt nie przechodzi testu sprawności. Każdy może mieć gorszy dzień, źle się poczuć, źle zareagować na upał albo na deszcz. Nad zdrowiem pielgrzymów czuwa kilkunastoosobowa służba medyczna z lekarzami, ratownikami medycznymi i przedmedycznymi. Czy to na trasie, na postoju czy na noclegu pielgrzymi w razie potrzeby mogą korzystać z ich pomocy. Gdy ktoś źle się poczuje może odcinek drogi przejechać tzw. transportem chorych (busem). Tak więc ów młody człowiek, po wizycie u naszych służb medycznych z pewnością szybko nabierze nowych sił do przejścia drugiej połowy drogi 🙂

– Czy istnieje ogólny profil uczestnika pielgrzymki? Kto dzisiaj chodzi na pielgrzymki?

– Ciężko stworzyć ogólny profil uczestnika pielgrzymki. Przekrój wiekowy i społeczny pielgrzymów jest ogromny. W tym roku nasz najmłodszy pielgrzym (Emilka) miał 2,5 miesiąca, kilka lat temu różnica wieku między najmłodszym i najstarszym pielgrzymem wyniosła 80 lat. Pielgrzymują osoby młode i starsze, dorośli i dzieci, osoby samotne i cale rodziny, osoby duchowne i świeckie. Pielgrzymować można w duchu dziękczynienia, prośby, pokuty; można być osobą głęboko wierzącą, dopiero co nawróconą, szukającą, może błądzącą i pytającą. Bez względu na to w jaki sposób przeżywamy naszą wiarę, każdy z nas może odnaleźć swoje miejsce na pielgrzymce. Wspólne dla tych wszystkich osób jest pragnienie zrobienia „czegoś więcej”, odrzucenie biernej postawy, zawierzenie Bogu swojego życia.

– Mam kolegę, który obraził się na Kościół i na Pana Boga. Czy jest sens, by zapraszać go na pielgrzymkę? Jak go przekonać?

– Myślę, że zawsze warto próbować. Tak jak wspomniałam pielgrzymka skupia bardzo różnych ludzi, różnie przeżywających swoją wiarę i będących na różnych etapach rozwoju duchowego. Przy zapisie na pielgrzymkę nikt nikogo nie pyta o ocenę z katechezy czy zaangażowanie w życie wspólnoty parafialnej. Z pewnością nie łatwo będzie przekonać taką osobę, ale wierzę głęboko, że owoce duchowe tych sześciu dni mogą być ogromne. Na pielgrzymce można spotkać wielu ludzi, którzy byli (może jeszcze bardziej niż nasz kolega) obrażeni na Pana Boga, którzy szukali rozwiązania swoich problemów w alkoholu czy narkotykach. Dziś pielgrzymują z nami lub zdarza się nawet, że głoszą dla nas konferencje. To właśnie oni są żywym dowodem na to, że nie warto się obrażać na Pana Boga, że otwierając przed nim serce, możemy wygrać swoje życie!

– Z jakim nastawieniem nie wolno wybierać się na szlak pielgrzymi?

– Na pewno na pielgrzymkę nie wolno się wybierać z nastawieniem negatywnym:) „Nie dojdę, nie mam z kim iść, nie chce mi się, to i tak mi nic nie da…”. Pielgrzymka, to czas, w którym Bóg chce przemówić do każdego z nas. To czas, w którym możemy nabrać dystansu do naszych codziennych obowiązków, pracy, zabiegania. Tu nie musimy się nigdzie spieszyć. Nie bójmy się trudów i niewygody, pokonywania własnych słabości. Współczesny człowiek tak bardzo lęka się jutra, czy wszystko mu się znów uda dopiąć na ostatni guzik, czy nie okaże słabości, czy nie spotka go żadne cierpienie, czy nikt nie ujrzy go takim jakim jest naprawdę … Bóg może rzeczywiście zacząć działać w naszym życiu, dopiero wówczas, gdy staniemy w prawdzie wobec siebie samych, kiedy przestaniemy udawać tych, którymi nie jesteśmy. Pielgrzymka pozwala nam zdjąć maski, które przywdziewamy na siebie każdego dnia.

– Proszę opowiedzieć nam najpiękniejszą scenę pielgrzymkową. Tak, byśmy mogli Wam zazdrościć…

– Chciałabym móc uwiecznić każdą chwilę pielgrzymowania, ten zapał z którym pielgrzymi pokonują swoje słabości, modlitewne zamyślenie, ochrypnięte od śpiewu gardła, ręce trzymające różaniec, splecione dłonie tych, którzy chcą zawierzyć Matce Bożej już nie tylko swoje życie.. Chciałabym móc zamknąć te wszystkie obrazy w jednej księdze, którą każdy z nas mógłby przeglądać, gdy trudy codzienności będą próbować zakłócić naszą radość. Najpiękniejsza z tych scen? To łzy spływające po policzku, ubrudzone jasnogórską ziemią czoła, zazielenione spodnie… i tysiące „krzyży” rozpostartych z Miłością u bram Jasnej Góry…

– Co czują organizatorzy pielgrzymki po 6 zapracowanych dniach i 6 nieprzespanych nocach?

– Skłamałabym mówiąc, że nie czujemy zmęczenia, że nie dokucza nam niewyspanie. Jednak uczuciem, które staje się dominujące jest radość. Radość, że znów się udało, że doszliśmy bezpiecznie, że tyle wiary i nadziei na nowo rozpaliło się w ludzkich sercach. Z drugiej strony zakończeniu każdej pielgrzymki towarzyszy smutek i żal, że ta niezwykła wspólnota, którą budowaliśmy przez sześć dni już się kończy. Dlatego też chcemy pójść niejako o krok dalej. Od pewnego czasu noszę w sercu pragnienie stworzenia czegoś na kształt formacji pielgrzymkowej, która trwałaby na przestrzeni całego roku. Wierzę, że małymi krokami, może zaczynając choćby od kilku spotkań w roku, uda nam się stopniowo budować taką wspólnotę. Liczę głęboko, że na to zaproszenie odpowiedzą zarówno starsi, jak i młodzież (a potrzebę zawiązania takiej wspólnoty dostrzegam szczególnie wśród ludzi młodych). Wierzę, że w dobie internetu i facebooka będziemy w stanie dotrzeć do jak najszerszego grona, i że z Bożą pomocą uda nam się zrealizować to dzieło.

– O czym śni pielgrzym?

– Po upalnym dniu zapewne o odrobinie cienia; po deszczowym o suchych butach; o własnym łóżku; o dwudaniowym obiedzie z ciastem porzeczkowym na podwieczorek; o gorącej kąpieli w pianie, ale przede wszystkim o tym, by spełniły się te wszystkie intencje, które niesie w swym sercu, by nie zabrakło mu sił, by już dotarł do bram Jasnej Góry i usiadł u stóp Matki, a Ona przytuliła go do Swego serca…

– Czy w przyszłym roku „Baza” Członu Nowohuckiego również będzie się mogła pochwalić tą samą sympatyczną i zaradną szefową?

– Datę 6 – 11.08.2013 mam już wpisaną w kalendarz 🙂 Jeśli tylko Bóg pozwoli, to mam nadzieję, że znów spotkamy się w sierpniu na pielgrzymkowym szlaku; a wcześniej w drodze do Niegowici 🙂

 

ks. Łukasz Ślusarczyk

 
Rozmowa z Anną Radoń

Podziel się

 

Tagi

, , ,

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj