Rozmowa z ks. Dariuszem Czapnikiem

 

KS. DARIUSZ CZAPNIK – wikariusz parafii Łętownia – wychowawca dzieci i młodzieży

 

– Pochodzisz z dużej parafii krakowskiej, a pracujesz na małej parafii wiejskiej w Łętowni. Zauważasz jakieś różnice?

– Rzeczywiście pochodzę z 15-to tysięcznej krakowskiej parafii na os. Prądnik Czerwony, która w dużej mierze składa się z bloków nieraz liczących 200 mieszkań, tylko nieliczną część stanowią domy jednorodzinne. W Łętowni, gdzie pracuję jako wikariusz od blisko 4 lat, mamy same domy, gdzie mieszka nieraz więcej niż jedna rodzina, bo często mieszkają w nich młode rodziny wraz z dziadkami. Ale to nie jedyna różnica choć na pewno ważna, gdyż rzutuje na relacje jakie zachodzą w tego typu parafii. Pierwsza różnica to fakt, że w wiejskiej parafii, takiej jak Łętownia, prawie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Przed czujnym okiem sąsiada nic się nie ukryje:] To, że ludzie się znają, to jeszcze nic złego, ale że o sobie muszą wszystko wiedzieć, to już gorzej. Często plotki powodują czyjąś krzywdę, bo ludzie nie do końca nie wiedza jak jest naprawdę, ale tamta to mówiła, że … Niestety to rodzi konflikty rodzinne czy sąsiedzkie, a z pewnością nie jest to nic dobrego. Z drugiej strony jeśli wszyscy się znają, to nie ma takiej anonimowości jak w miejskich parafiach, gdzie często ludzie nie znają swoich sąsiadów z bloku a nawet z jednej klatki. Jest też duża migracja ludności, ktoś kto mieszkał pod numerem 50, za chwilę mieszka na innym osiedlu a na jego przychodzi ktoś inny. Duża anonimowość z pewnością nie ułatwia pracy duszpasterzom, którzy nie znają swoich parafian i spotykają ich jedynie na kolędzie, jeśli jeszcze zostaną przyjęci. Praca na wiejskiej parafii ułatwia kontakt z ludźmi, których spotyka się na co dzień. Dzieci i młodzież uczy się w szkole, rodziców widzi się na ulicy, w sklepie, czy przy różnych uroczystościach, a prawie wszystkich ma się w niedzielę w kościele. Jeszcze lepiej tych ludzi można poznać w czasie wizyty duszpasterskiej, gdzie wierni często od rana czekają już na księdza, a kolęda jest wielkim świętem rodzinnym i nie do pomyślenia byłoby, żeby ktoś nie przyjął kapłana do swego domu. Zresztą parafia, gdzie pracuję pod względem religijności jest na wysokim poziomie, do kościoła w niedzielę uczęszcza ponad 60%, co biorąc pod uwagę chorych, małe dzieci i pracujących za granicą, stanowi 90% mogących być na Mszy świętej.

– Czy Wielki Post w Łętowni jest jeszcze „Wielki”?

– Muszę przyznać, że często jestem zaskakiwany dużą pobożnością moich parafian. Sam wychowałem się w mieście, gdzie w mojej rodzinie przestrzegano postów i wiara w niej była przekazywana od małego, ale jednak pobożność tutejszych ludzi jest wyjątkowa. Z pewnością w dzisiejszych czasach nie jest to co kiedyś, bo jak wspominają starsi kiedyś to był post. Przez cały okres 40 dni nie jedzono mięsa, nie maszczono potraw, nie piło się mleka, a więc unikano wszystkiego co miało by choć trochę tłuszczu. Nie wspomnę tu o jakiś przysmakach, typu słodycze, bo o tym to nawet nikt nie myślał. To był rzeczywiście post. Dziś wszystko się zmienia nawet tutaj, ale coś z tego zostało i starsi rzeczywiście przeżywają ten post surowo.

– Co zrobić, by w Wielkim Poście, idąc za Chrystusem cierpiącym, nie zostać z tyłu? (nie wiem o co dokładnie ci chodzi?)

– Całe nasze życie jest podążaniem za Chrystusem i to cierpiącym, bo cierpienie jest droga do zbawienia. Wielki post szczególnie o tym nam przypomina, chociażby przez nabożeństwa Drogi krzyżowej i Gorzkich żali. Tu ludzie na te nabożeństwa przychodzą licznie. Wiedzą, że tylko w krzyżu Chrystusa jest nadzieja ale tez i ulga. Wielu można spotkać ludzi chorych, starszych, cierpiących na różne dolegliwości, czy czasem z powodu sytuacji w domu, którzy potrafią to wszystko znieść dzięki w krzyż Chrystusa ukrzyżowanego. Jeśli więc będziemy podążać tą drogą to nigdy nie będziemy z tyłu. Chociaż inny będą przed nami to musimy pamiętać o słowach Chrystusa „pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi”.

– Skoro na modlitwie powinniśmy szukać „swojej izdebki” to skąd pomysł na wielkie, publiczne wydarzenie, jakim jest Peregrynacja Obrazu Pana Jezusa Miłosiernego?

– Myślę, że to pytanie powinno być skierowane do tych, którzy zainicjowali to wydarzenie. Jednak mając je za sobą w naszej parafii muszę przyznać, że była to świetna inicjatywa. Publiczna peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego z parafii do parafii wcale nie wyklucza modlitwy indywidualnej, w ciszy swego serca. Sprzyja temu całonocna adoracja przed obrazem w zupełnej ciszy. Każdy mógł przyjść, aby przed Jezusem pomodlić się w swoich intencjach, które nosi gdzieś głęboko w sercu. Z pewnością peregrynacja zmobilizowała wielu do przyjścia do kościoła nie tylko w niedzielę, jak robią to co tydzień, ale dodatkowo właśnie z racji tego wydarzenia.

– Jak w Łętowni wyglądały przygotowania do tej uroczystości?

– Kiedy został ustalony termin peregrynacji w jordanowskim dekanacie, do którego należy nasza parafia, został powołany komitet organizacyjny do przygotowania tej uroczystości. Przewodniczący komitetu, ks. Proboszcz, zaprosił do współpracy parafian, aby wspólnie ustalić szczegóły działania. Panie nauczycielki zajęły się przygotowaniem dekoracji do kościoła, mężczyźni przygotowali trasę przejazdu samochodu kaplicy, która była udekorowana przez całą Łętownię, strażacy zabezpieczali ruch w czasie przejazdu jak również nieśli obraz od miejsca przyjazdu do kościoła, zostały wyznaczone delegacje do przywitania obrazu i niesienia relikwii Św. Faustyny i bł. Jana Pawła II, które towarzyszą peregrynacji obrazu. W moim udziale przypadło zajęcie się przygotowaniem liturgii i asyst na uroczyste Msze święte odprawiane z tej okazji w naszym kościele. To oczywiście strona techniczna a powinienem zacząć od tej duchowej. Na kilka tygodni przed data nawiedzenia obrazu był wyznaczony termin misji świętych majach przygotować parafię, na to ważne wydarzenie. Na początku po każdej Mszy Świętej modliliśmy się o dobre przeżycie czasu misji oraz peregrynacji. W końcu tydzień przed nawiedzeniem obrazu przyszedł czas misji świętych prowadzonych przez ojców Oblatów NMP. Był to czas szczególnej łaski w czasie której kościół wypełniał się wiernymi różnych stanów. Były nauki dla dzieci i młodzieży, dla mężczyzn, dla kobiet, dla chorych, dla rodzin z małymi dziećmi, dla matek oczekujących potomstwa, Droga krzyżowa prowadzona ulicami wioski przy 30 stopniowym mrozie. Trzeba dodać w czasie misji, był to czas 0d 5 do 12 lutego 2012 roku, nad Polskę nadciągnęły potężne mrozy, co jednak nie zniechęciło ludzi do przychodzenia na nauki. Można powiedzieć, że te mrozy była nawet opatrznościowe, bo wielu naszych parafian pracuje na budowie, a przy takich mrozach nie dało się pracować, więc zostali w domach i mogli przychodzić na nauki.

– Co szczególnego zapamiętałeś z tamtego dnia nawiedzenia?

– Szczególnie utkwiło mi w pamięci wielkie skupienie i przeżycie ludzi momentu przyjazdu obrazu Jezusa Miłosiernego i Msza na powitanie go w naszym kościele. Widać było, ze dla wielu parafian jest to wielkie przeżycie i często porównywali go z nawiedzeniem obrazu MB Częstochowskiej.

– Co zrobić, by takim wydarzeniem zainteresować ludzi młodych?

– Wydaje mi się, że trudno byłoby tu robić jakaś szczególną reklamę dla młodych ludzi. Oni przyjdą chociażby z ciekawości co się dzieje, żeby zobaczyć co to takiego ta peregrynacja. W naszej parafii w tym dniu mieliśmy także udzielany sakrament bierzmowania dla uczniów klas 3 gimnazjum. Wielu z nich mówiło, że bardzo przeżywali fakt, że akurat ich bierzmowanie będzie w czasie nawiedzenia obrazu Jezusa Miłosiernego. Choć zazwyczaj bierzmowanie w naszej parafii odbywa się pod koniec roku szkolnego, to w cale im to nie przeszkadzało że jest wcześniej. Cieszyli się, że mają taką okazję połączyć przyjęcie sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej z peregrynacją.

– Czy w Waszej Parafii pozostały jakieś ślady nawiedzenia? Coś się zmieniło?

– Trudno mówić o widocznych śladach peregrynacji, bo to wymaga czasu. W naszej parafii od peregrynacji upłynął już rok, który obfitował w różne wydarzenia religijne i społeczne. Z pewnością widać dużą liczbę wiernych przystępujących do sakramentu pokuty i Komunii świętej. Z tym nie było u nas problemu, jak już wcześniej o tym wspomniałem, ale da się zauważyć, że wzrosła liczba osób w sposób pełny uczestnicząca we Mszy świętej. Pamiątką nawiedzenia są wiszące w domach naszej parafii obrazki Jezusa Miłosiernego i modlący się przed nimi ludzie. Liczymy także na kolejne owoce tego wydarzenia, może jakieś powołanie zakonne albo kapłańskie…

– Przez tydzień będziemy przygotowywać się do Peregrynacji przez Misje Parafialne. O czym jeszcze nie możemy zapomnieć w przygotowaniu do tej uroczystości?

– Myślę, że ważne jest, aby każdy osobiście przeżył ten czas przygotowania na swój sposób. W zależności jakie funkcje pełnimy na co dzień takie powinno być nasze przygotowanie. Inaczej będzie je przeżywał ksiądz, który będzie musiał podjąć szereg obowiązków związanych z przeżywaniem peregrynacji, inaczej służba liturgiczna, inaczej parafianie nie związani bezpośrednio z tym wydarzeniem. Ważne jest jedno. Niezależnie od tego czy będę zaangażowany w przygotowanie od strony zewnętrznej czy też nie powinienem w tej intencji się już od dziś modlić, a to każdy może zrobić.

– Co powiedzieć tym, którzy będą się wahali przyjść na spotkanie z Jezusem Miłosiernym do kościoła?

– Wystarczą trzy słowa: „Jezu ufam Tobie”.

 

ks. Łukasz Ślusarczyk

 
Rozmowa z ks. Dariuszem Czapnikiem

Podziel się

 

Tagi

, , ,

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj