Samotność

 

Jesteś. Ból jest nie do zniesienia. Ból duszy. Ból serca. Samotność to ból, którego nie ukoi żaden paracetamol ani ibuprofen. Nic. Masz wokół siebie ludzi. Wiele osób, które chcą Twojego towarzystwa, które lubią się grzać w Twoim cieple, które lgną do Ciebie, jak pszczoły do wiosennych kwiatków. Uśmiechają się, poklepują po plecach.

Ale potem zostajesz sam. Czujesz, że wszyscy ci ludzie zamykają się w swoich sprawach, otaczają się swoimi bliskimi. A ty jesteś sam.

Taka samotność przytłacza. Gładzi po twarzy zimnymi palcami, przebiega po plecach chłodnym dreszczem. Czujesz się nieszczęśliwy. Z nikim nie możesz się podzielić swoim nieszczęściem, bo kto będzie chciał słuchać? Ciebie? Przecież to zawsze Ty wysłuchujesz, to zawsze Ty pomagasz. A może nie chcesz nikogo obarczać swoimi problemami? Może boisz się, że nikt nie zrozumie?

Cierpisz, myśląc o tym, co Cię czeka. Boli Cię to, że nie masz wyjścia. Że musisz przez to przejść. Czujesz pod powiekami piekące łzy. Jest Ci zimno. Jesteś Człowiekiem. A człowieczeństwo jest bardzo trudne. Jesteśmy maili, niedoskonali i krusi. My ludzie. Ale Ty jesteś Bogiem. Też się boisz? Też jest Ci ciężko?

Ogród oliwny. Miejsce, jakich wiele. Wiekowe drzewa oliwne z szaro burymi pniami, lekko omszałymi srebrnymi listkami. Zielone kulki oliwek.

I Ty. Smutny i samotny. Samotny wśród tylu ludzi. To najgorszy rodzaj samotności.

Bóg.

„Ojcze, jeśli możesz, oddal ode mnie ten kielich” – to według św. Łukasza słowa Chrystusa. Takie ludzkie. Bał się. Tak bardzo, jak czasem i ty się boisz. Bo strach i samotność to bardzo trudny duet. Budzisz się w środku nocy z przeświadczeniem, że nikogo nie obchodzisz, że nie masz do kogo się odezwać. Boli cię serce. Tak bardzo boli, że wyciska łzy z zaspanych oczu. Popatrz na Chrystusa. Z racji swojego pochodzenia wiedział, co Go czeka. Wiedział, że Go skażą, wiedzą, że droga, którą przebędzie z ciężkim krzyżem na zmęczonych ramionach, doprowadzi Go do powolnej, ekstremalnie bolesnej, strasznej śmierci. Wiedział, że będzie bolało. Czuł, że będzie źle.

Bardzo potrzebował, aby ktoś dotrzymał Mu towarzystwa. Żeby pogłaskał po głowie, żeby potrzymał za rękę. Bardzo potrzebował drugiego Człowieka. A towarzystwa dotrzymał Mu anioł. Inni posnęli. Jego towarzysze. Jego przyjaciele.

Czasem ktoś jest w sercu, gdzieś pod pięknym uśmiechem, pod cudownym poczuciem humoru, wesołymi minami, bardzo głęboko samotny. Patrzmy na ludzi nie tylko oczami. Włączmy serce. W nim jest tyle ciepła i miłości, że możemy nim ogarnąć kogoś jeszcze. Samotnego Chrystusa modlącego się przed męką. Albo drugiego Człowieka, który płacze w ciszy ze strachu albo samotności…

 
Samotność

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

2 komentarze

  1. Ewa pisze:

    Niezwykle piękne i głębokie rozważanie Autora o ponadprzeciętnej wrażliwości. Mam nadzieję, że wynikłe raczej z przemyśleń niż z własnego doświadczenia 🙂

 
 

Skomentuj