Spodnie a sprawa gender

 

W mediach jest mocno wyczuwalne zamieszanie. Rzadko siadam przed telewizorem i wiadomościami tak z własnej woli i dla przyjemności. Zazwyczaj wolę książkę i muzykę, jednak ostatnio (patrz: ostatnich kilka miesięcy) coś mnie zaciekawiło. Ku swojemu zaskoczeniu zaczęłam coraz częściej widywać w telewizji księży. Dziwne. Czyżby opowiadali o Bogu, o Dobrej Nowinie? Czyżby przygotowywali nas w Adwencie na przyjście Pana? A może media stają się bliższe Kościołowi? Otóż chyba jednak nie. Bronią. Siedzą i bronią przed atakami. Siebie, kolegów księży, nas, katolików, Kościoła, przykazań, moralności, czystości… a już całkiem ostatnio próbują bronić naszego katolickiego świata przed gender. Słowo nie wygląda groźnie, oczywiście zalatuje angielszczyzną, co lubimy, więc łykamy je bez specjalnego problemu. A chyba nie powinniśmy.

– Ja nie ubiorę takich spodni, to dla chłopaka – powiedziała moja córka oglądając w sklepie parę jeansów.

– Jak to dla chłopaka? To są spodnie dla dziewczyny, zobacz, jaką nitką są szyte, różową! – mój syn z niesmakiem drapnął paznokciem szew na nogawce.

– Z tej strony niebieską, a ty chyba nie widzisz, że na kieszeni z tyłu mają trupią czaszkę – machnęła bratu spodniami przed nosem.

– Ale ta trupia czaszka ma błyszczące oczy!

I Bóg jeden wie, jak długo trwałaby ta rozmowa, gdyby nie pani sprzedawczyni PRZEPRASZAM client manager – która podeszła z uśmiechem i szerokim gestem pokazując kilka półek powiedziała – nie musicie się kłócić, te spodnie są unisex.

Moje dzieci się uciszyły. Żadne nie wiedziało, co to jest. Z lekkim zażenowaniem odłożyli jeansy i bez słowa wyszli ze sklepu. I w aucie się zaczęło.

– Mamo, co to jest unisex?

– To znaczy, że te spodnie mogą nosić i dziewczynki i chłopcy.  – mruknęłam niechętnie

– Ale to jest jakieś głupie, czemu mamy nosić to samo, skoro jesteśmy inni?

No właśnie. Czy aby na pewno? A może jednak nie jesteśmy inni? Może nasza tożsamość płciowa jest kształtowana nie przez naturę, tylko przez rodziców? Może rodzimy się czyści jak tabula rasa i nieświadomi, że w ogóle mamy jakąś płeć? Może niezależnie od danej nam przez Boga roli, to ubrania i zabawki decydują o naszej płci? Może ja, gdybym była ubierana w spodnie, militarne kurteczki i miałabym wtykane w rączki samochody i żołnierzyki byłabym tatą a nie mamą? Może miałabym problem z moja tożsamością, gdyby moi rodzice zwracali się do mnie „Adasiu” a nie Aniu.

Jezu, co za bzdury.

Bóg stworzył kobietę i mężczyznę. Zrobił to z jakiegoś powodu. I to dość konkretnego powodu. Będąc razem, dopełniając się, mogą mieć potomstwo. Potomstwa nie stworzy para homoseksualna, transseksualna ani żadna inna poza heteroseksualną. Tak jakoś wyszło. Adamowi i Ewie nikt nie kazał się zamieniać zabawkami, a wiedzieli, kim są.

Dr hab. Profesor Maria Ryś – wykładowca psycholog UKSW – w rozmowie z księdzem Ryszardem Halwą opowiadała na temat samej ideologii gender. Podstawy gender – nikt nie rodzi się kobietą czy mężczyzną – płeć jest sprawą kultury. Możemy być Jasiem, Marysią i Onenem jednocześnie. Jednego dnia możemy się czuć kobietą innego mężczyzną. Gender bazuje na freudowskim podejściu do życia – wszystko ma podtekst seksualny. Gdzieś odszedł model wychowywania w skromności, w czystości, coraz młodsze dzieci wiedzą, czym jest seks, erotyka i pornografia, wiedzą, gdzie tego szukać… Tylko, że życie katolika nie sprowadza się do czterech liter. Ja chcę wychować córkę na normalną kobietę, świadomą swojej płci, ale czystą, poukładaną i z silnym kręgosłupem moralnym. Chcę wychować syna na mężczyznę, który nie będzie szukał gorących przygód w dyskotekach, który będzie wiedział, czym jest szacunek do kobiety, który będzie zdolny do uczuć wyższych niż tylko fizyczna przyjemność. Czy chcę, aby moje dzieci zajmowały się swoją seksualnością jeszcze zanim zaczną dodawać w słupku? Nie, nie chcę. Czy mam ochotę, aby moje dzieci miały „prawo” do wyrażania swojej seksualności poprzez masturbację, czy zachowania erotyczne w stosunku do ludzi dorosłych – jak postulują genderyści? Na Boga, nie. Pod żadnym pozorem.

Z samymi początkami ruchu gender jest trochę tak jak z komunizmem. Z założenia był dobry. I tyle. Gender z założenia też miało sens – równość płci, równość w edukacji, pracy, traktowaniu. I tyle. Rozrosło się jednak w nowotwór, który jak jego medyczny imiennik atakuje po cichu, od środka, podstępnie, a kiedy zostanie zauważony, zazwyczaj jest już za późno. Powoli zaczynam się obawiać, że na radioterapię czy chemioterapię będzie za późno. Kiedy widzę wojujące feministki atakujące ludzi wychodzących z kościoła, homoseksualistów szalejących na ulicach podczas parad równości, zastanawiam się, co dalej. Zalegalizują patologiczne zachowania? Może gwałty? Pedofilię? Jaki jest kierunek, w którym idziemy, jako Europa? Co nam jeszcze każą przełknąć?

Jak się bronić przed tym wszechogarniającym szaleństwem? Odpowiedź wydaje się prosta. Nie godzić się na to. Nie pozwalać wmawiać naszym dzieciom ciężkich głupot o braku płci, nie pozwalać, aby uważały zachowania urągające naszemu poczuciu godności i człowieczeństwa za normalne, piętnować brak szacunku dla swojej i przeciwnej płci i pokazywać piękno i jakość życia z Bogiem i w Bogu. To nie jest takie trudne. Trzeba tylko chcieć nie iść na łatwiznę.

Anna Jakubik

 
Spodnie a sprawa gender

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj