System zawali się. Nie do wiary?

 

To bardzo dobra wiadomość i coraz częściej słyszalna prognoza. Konkretnie chodzi o III RP, o nasze życie i funkcjonowanie w systemie, który wydaje się wszechogarniający, a którego rażące patologie wydają się tak jak w poprzedniej epoce nie do usunięcia.

W mojej rodzinnej, niewielkiej miejscowości u zarania III RP wśród wielu majątków budowanych stabilnie i systematycznie powstało też kilka bardzo szybkich i ogromnych fortun rodzinnych. Po większości z nich dzisiaj pozostał tylko jeden rodzaj śladu – smród.
Przy jednym przypadku chcę się zatrzymać, gdyż jest bardzo pouczającym przykładem dla naszej, chrześcijańskiej wrażliwości moralnej.

Przy budowaniu tego majątku nie trzeba wcale było kraść słynnego pierwszego miliona (proszę w internecie poszukać autora tej zasady, sprawdzić kim przy kim jest on dzisiaj, oraz spróbować wytłumaczyć całe to „zjawisko” młodemu pokoleniu). Nie było konieczne wchodzenie w układy z mętami nomenklaturowymi poprzedniego systemu sowicie zaopatrzonymi przez mateczkę Partię i jej służby specjalne na trudny czas przemiany ustrojowej. Wystarczyło pomyśleć i zrobić coś skutecznie i tanio. Rodzina założyła firmę mięsną: rzeźnię, przetwórnię i hurtownię w jednym. Piękne.

Pomysł wyśmienity, czysty oraz spożywczy. Niestety, realizowany w jednym istotnym punkcie sposobem brudnym i śmierdzącym: nie przewidziano utylizacji odpadów. Więcej nawet, brak tego ogniwa był właśnie czynnikiem decydującym o dynamice rozwoju firmy i konkurencyjnych cenach. Może ze względu na bogactwo form i ogrom otaczającej tamte strony przyrody dla odpadków powstających w procesie produkcji zaplanowano naturalny rozkład. Cuchnący pomysł, ale trzeba przyznać kontynuujący lokalną (lokalną?) zasadę pozbywania się śmieci przez wyniesienie ich „do potoka”. Jeśli ktoś na wiosce pozbywa się dzisiaj w taki sposób jednego kurzego łba to pewnie ma świadomość grzechu ekologicznego – wówczas nie miał. Ale jeśli ktoś tym sposobem, wówczas – kilkadziesiąt lat temu, usiłował pozbyć się całych ton odpadków i nieczystości to musiał być… przygotowany na płacenie kary. Płacił karę, bo tak było taniej (w myśleniu i kalkulowaniu to się wręcz „opłacało”!) i coraz mocnej ściskał fortunę za nogi. „Pomysłowi” przedsiębiorcy płacili karę, bo ludzie protestowali, wiatr roznosił smród zgnilizny, padlinożerne zwierzęta miały żer, a muchy ucztę. (W sprawie kar grzywny i ich skuteczności znowu proszę o stosowne przypomnienie i jeśli komuś z młodych potrzeba to o niemożliwe wyjaśnienie).

Po paru latach i zdystansowaniu się od konkurencji na takich – dla III RP – „uczciwych” i niestety właściwych zasadach można już było nawet zatroszczyć się w tej rodzinnej firmie o zgodne z normami postępowanie od A do Z. Problem nieczystości zniknął, a twórcy fortuny mogli spokojnie zająć się sponsorowaniem gminnych zawodów sportowych czy fundnąć od czasu do czasu komputer do szkolnej świetlicy. Smród uleciał. Został blichtr i wątpliwej jakości popularność. Ale dla poczciwych i prostych ludzi cóż znaczy „wątpliwa jakość” – albo ktoś jest popularny albo nie. Wszystko trwało by więc jak w sielance…

Ale nie trwa. Zawaliło się. Nie znam przyczyny rozkładu i upadku tak skutecznie budowanego majątku, ale domyślam się że jedną z przyczyn i to, o ironio, niewidzialnych jest rodzaj założonych duchowych fundamentów. Oczywiście nie chodzi o fundamenty firmy. W jej nawet żelbetonowej siedzibie i klimatyzowanych biurach w odpowiednim momencie można nawet rozwiesić po ścianach odpowiedniej wielkości krzyże i dodatkowo obrazki ze świętym Józefem patronem pracujących w trudzie.

Chodzi o fundament duchowy twórcy, autorów i tych wszystkich zmyślnych przedsiębiorców. Ktoś powie, ze oni przecież korzystali wówczas z uroków nowego systemu, posłużyli się w swojej mikro skali metodą stosowaną powszechnie? Tak właśnie. Dlatego gdybym znał tych ludzi bliżej to pewnie bym ich nie oskarżał – a raczej im współczuł. Nie, nie tego, że ogromny majątek im się rozpłynął, ale tego że pewnego dnia dali się nabrać na zasadę skuteczności. Rozliczyć z niej powinni się sami. Dali się nabrać III RP. Ona cała tak jak ich fortuna zawali się.

Mam nieodparte wrażenie, że ten moment przybliża się. Jest to dla mnie tym bardziej oczywiste im bardziej pięknisie telewizyjne wyglądają piękniej, euromedrcy przemawiają płynniej, popularni dziennikarze zadają popularnym politykom gładkie jak pośladek niemowlaczka pytania, a kolejne afery znikają wyborczym masom z pola uwagi jak pan Sekuła w Najwyższej Izbie Kontroli – to jest nie tylko symbol czasów, władzy i układów III RP, to jest wrzeszczące i jaskrawe ostrzeżenie.

 

ks. Krzysztof Cebula

 
System zawali się. Nie do wiary?

Podziel się

 

Tagi

, , ,

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj