Trud uczenia się na nowo

 

Czy zdarzyło Ci się tęsknić do siły wiary którą kiedyś miałeś? Do gorliwości w modlitwie, która kiedyś Tobie towarzyszyła? Czy łapiesz się czasem na tym, że sumienie nie wyrzuca Ci już wielu rzeczy przeciwko którym niegdyś krzyczało, że są złe, powodując poczucie winy? Jeśli tak, to pewnie też w tym wszystkim zacząłeś się zastanawiać, co zrobić aby wrócić do tego dobrego czasu. Analizowałeś w którym momencie coś się popsuło i w jaki sposób można to naprawić. Zastanawiałeś się jak powrócić do tych utartych szlaków, do tego rytmu przeżywania wiary. Takie podejście jest w pewnym sensie naturalne. Tak postępujemy w innych dziedzinach naszego życia – opieramy się na tym, co już kiedy uzyskaliśmy, co już kiedyś się sprawdziło. Zamiast wymyślać na nowo rozwiązania problemu, jak sobie z czymś poradzić, szukamy w pamięci metody, która już kiedyś okazała się skuteczna. Jest to postępowanie nie tylko wygodne, oszczędzające nam trudu, ale także i rozsądne, bo wcale nie wiadomo czy wysiłek wymyślenia nowej metody, odnalezienia nowych ścieżek zakończy się sukcesem.

Niestety z wiarą się tak nie da. Nie da się dreptać ciągle po tych samych szlakach, tym bardziej nie da się wrócić do dawnego przeżywania wiary. Zmieniamy się. Szczególnie wtedy, gdy jesteśmy młodzi i dorastamy, ale nie tylko. Każdy kolejny dzień, nowo poznana osobna, wydarzenie przyjemne lub bolesne – wszystko, co z biegiem godzin przeżywamy, o czym myślimy, przekształca nas. Zatem i wraz z tym nasza z trudem kiedyś wypracowana wiara, nawyk modlitwy przestają przystawać, pasować do naszego życia. Odklejają się i odpadają jak stary naskórek, a my chcemy go za wszelką cenę zatrzymać. Modlić się tak samo, rozważać te same treści lub inne, ale w ten sam sposób. Nie udaję się to, więc stwierdzamy, że przeżywamy kryzys wiary, że nasza pobożność zgasła, że jest z nami źle. A tymczasem okazuje się, że jest to normalne. Jak wyraża to bp Grzegorz Ryś: „Inaczej jest być wierzącym jako licealista i jak się ma lat siedemdziesiąt. Za każdym razem trzeba się zdobyć na wysiłek wypracowania sobie wiary od nowa. Nie można całe życie chodzić w szkolnym mundurku.”

Cóż więc zatem zrobić, gdy nasza modlitwa słabnie i odkrywamy, że nie jest to chwilowy kryzys? –Przestać oglądać się za siebie i nie wzdychać do tego, co za nami. Przełknąć fakt, że to co kiedyś wypracowaliśmy już minęło. Spokornieć i powoli zacząć na nowo stawiać pierwsze kroki w wierze, nie wzorując się na tym jak je stawialiśmy kiedyś. Odkrywać Pana tak, jak go teraz możemy odkryć – niekoniecznie tak samo, jak tego doświadczyliśmy kilka lub kilkanaście lat temu. Wchodzić w modlitwę jak nowicjusze, jak amatorzy. Przeżywając te same trudności co kiedyś, a może nawet i większe.

Czemu tak musi być? Czemu musimy wszystko ciągle budować od nowa? Nie będę się silił na odpowiedź na to pytanie. Wiem jedno, że tego, którego On kocha, tego karci i ćwiczy. (Ap 3, 19)

Krzysztof Płachno
Słowa bp Rysia zacytowane z książki: Wiara z lewej prawej i Bożej strony, wydawnictwo WAM.

 
Trud uczenia się na nowo

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj