Wiara działa inaczej

 

Łatwo zauważyć, że ludzie korzystają tylko z tych urządzeń, które działają. Każdy wynalazek przyjął się jedynie dlatego, że jego przyszli konsumenci przekonali się, iż rzeczywiście jest z niego pożytek. Telefony komórkowe na pewno nie zdobyłyby takiej popularności, gdyby nie to, że po wybraniu numeru ze sprawnego i doładowanego telefonu zawsze zostaje wykonane połączenie i możemy dodzwonić się do kogo chcemy. Gdyby to wykonywanie połączenia działałoby tylko czasami, albo w ogóle, mało kto by takie urządzenie kupił. Podobnie, na ogół nie angażujemy się w to co nie przynosi efektu. Jeśli ktoś uczy się 3 lata języka według jakiejś metody i po tym okresie nie za bardzo jest się w stanie w tym języku porozumieć to raczej ją zarzuci, bo ona po prostu nie działa. I to jest naturalne postępowanie, bez niego nie było by postępu. Podążamy za tym, co się sprawdza, odrzucamy to, co przynosi wątpliwy skutek.

Chcąc, nie chcąc, ten sam schemat postępowania obieramy w stosunku do Boga. Zaczynając drogę wiary sprawdzamy czy ona działa. Staramy się żyć według przykazań, unikać grzechu i sprawdzamy czy dzięki temu zmniejszy się ilość naszych problemów. Gdy nasza bliska osoba choruje, modlimy się, oczekując tym samym, że ona wyzdrowieje. Gdy nie widzimy efektu, próbujemy modlić się więcej, w inny sposób, dodać do tego jakieś umartwienie, bo może modlitwa zadziała jak będzie nas więcej kosztowała, albo jak będziemy używać właściwych słów. I czasami można dojść do irytacji jak przy automacie biletowym w tramwaju. Wrzucamy kwotę, wybieramy jaki chcemy bilet, a automat wyrzuca pieniądze i biletu nie drukuje. Powtarzamy to jeszcze raz, potem jeszcze raz, a na koniec w zdenerwowaniu walimy pięścią w automat i krzycząc „co za złom!”

Tak samo i z Bogiem – wołamy do Niego, prosimy, uczestniczymy w nabożeństwach i nic to nie zmienia. I może nie ma w nas złości, ale pojawia się zawiedzenie. Oczywiście nie można Boga traktować jak automat biletowy: wrzucam mu modlitwę i umartwienia, a on mi zwraca to, o co proszę. On jest osobą. Ale przecież sam mówi o sobie, że jest naszym ojcem, dlaczego więc nie spełnia naszych potrzeb i pragnień, które czasami naprawdę są szlachetne. Gdybyśmy poprosili naszego ziemskiego ojca o jakąś bardzo ważną rzecz – przecież spełniłby ją, o ile by tylko mógł, a Ojciec Niebieski może wszystko. Czemuż więc tego nie robi? Czemu wiara w Niego nie działa?

Niedawno w kościele czytana była historia Tobiasza. Został on uprowadzony ze swoją rodziną do Niniwy. Wierny Bogu i posłuszny Jego prawu dawał liczne jałmużny. Ponadto grzebał porzucone pod murami miasta zwłoki zamordowanych Żydów. I właśnie przez to ściągnął na siebie gniew króla asyryjskiego. Musiał uciekać ze swojego domu, a jego majątek zagrabiono. Do tego wszystkiego pewnego razu w upokarzający sposób stracił wzrok. Podczas gdy spał spadł na jego oczy ptasi gnój i Tobiasz zaniewidział. Znalazł się na utrzymaniu swojej żony. I jak tu nie zgodzić się z jej słowami: „Gdzież są teraz twoje ofiary, gdzie są twoje dobre uczynki?” (Tb 2,14) Żył dużo lepiej niż inni, a spotkało go nieszczęście gorsze niż spotyka grzeszników. Jego wierność Bogu nic mu nie przyniosła, nie dała spokojnego życia, nie uchroniła od utraty wzroku. Tobiasz mimo to, zostaje wierny Bogu, a Bóg ostatecznie uzdrawia go przywracając mu szczęśliwe życie. Wszystko kończy się bardzo dobrze, ale po co była cała ta próba? Tylko Bóg to wie.

Cóż zatem począć wobec tak trudnego do wyjaśnienia działania Boga? Zostaje nam tylko chyba zaakceptować, że z Nim jest inaczej, niż z tym z czym stykamy się na co dzień. On kocha nas mocno na podobnie do tego, jak mocno kochają nas nasi ziemscy ojcowie, ale Jego działanie jest całkowicie inne i zazwyczaj całkowicie dla nas nie zrozumiałe. Sam o sobie mówi: „myśli moje nie są myślami waszymi” (Iz 55,8) I doświadczając braku odpowiedzi na nasze modlitwy, zostaje nam po prostu wierzyć, że On w Swojej mądrości ostatecznie prowadzi nas do pełni szczęścia. Bo czyż w wierze nie o wiarę chodzi?

Krzysztof Płachno

 
Wiara działa inaczej

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

1 komentarz

  1. jola pisze:

    A ja z kolei mam przeswiadczenie ze widocznie to o co prosze nie jest dla mnie badz tej osoby dobre to jedno, a drugie, ze On lepiej odpowiada na nasze modlitwy niz my sami potrafimy sobie wyobrazic/wymyslic, nie koniecznie zobaczymy tego owoce tu na ziemi .. perspektywa patrzenia na to pod katem celu jakim jest niebo daje tę wolność i dystans do tego co widzimy tu i teraz na ziemi. Teraz wchodzimy w czas zadumy nad smiercia.. tak usilnie czasamy walczymy o to zycie tu, a tam bedzie przeciez lepiej… zloscimy sie na Boga ze jest cierpienie i kresem wszystkiego jest predzej czy pozniej smierc.. gdybysmy prawdziwie wierzyli w zmartychwstanie, w to ze tam jest tak wspaniale ze ani oko nie widzialo ani ucho nie slyszalo, gdybysmy prawdziwie mieli nadzieje i wiare w Niego, w Jego do nas dobroc i milosc to jaki by byl ten stosunek do smierci? Ostatnio zachwycam sie ksiazką ON i ja – Gabrielli Bossis i taki cytat stamtąd:
    Gabreilla-(Z wielką radością oczekiwałam gości.) – „Czy myślisz kiedykolwiek o radości, z jaką czekam na ciebie w niebie?… Jeżeli ty, istota ograniczona, odczuwasz takie wzruszenie z powodu przybycia gości, jakież jest moje wzruszenie, gdy przyjmuję swoje dzieci tam, w górze! Czy możesz to zrozumieć? Dlaczego Ja, Bóg, nie miałbym doznawać radości serca jak wy w stosunku do waszych bliskich? Czy nie jesteście z mego Rodu? Czy Ja na ziemi nie drżałem, tak jak wy drżycie?”
    „Czy przynajmniej wierzysz mocno w to, że stworzyłem was, by was bez granic uszczęśliwić w wieczności? To jest dzieło czystej Miłości, gdzie w żadnym wypadku nie chodziło o mój własny interes, ale o wasz: uczynić was nieskończenie szczęśliwymi… O, dziękuj Mi za to, że cię stworzyłem. Zwróć swoje życie ku Mnie. Patrz ciągle na moją miłość pochyloną nad tobą i czując się kochaną, kochaj Mnie… Wiesz, o ile żywiej kocha się, kiedy się czuje kochanym!… To jakby duchowa rozmowa. A w niej nie trzeba wypowiadać słów: kocha się i to wszystko. Tak bardzo jestem twoim, że nawet nie czujesz, że schodzę, nie czujesz, że się wznosisz; ale zwracanie się do siebie nawzajem na tej samej płaszczyźnie, dokonywanie wymiany jak równy z równym, nawet wymiany naszych serc wydają ci się zupełnie proste, bo między małżonkami wszystko jest wspólne, a mimo, że oddajesz się cała, zachowujesz swoją osobowość i o tyle samo powiększasz ją…

    Czy widzisz moją miłość, która stała się równością: to nie bajka… To historia prawdziwa. Proś Ducha by zapalił wszystkie serca. Niech się rozszerzy moje Królestwo!…”
    Amen 🙂

 
 

Skomentuj