Wiara prywatna?

 

I. Oczywiście nie. Wiara nie jest i nigdy nie staje się sprawą prywatną. Wiara zawsze jest sprawą osobistą, a to zasadnicza różnica. Jest coraz wyraźniejszym znakiem czasów, że im bardziej coś wydaje się zgodne z hasłami piewców ogólnoświatowej i wszechzwiązkowej tzw. normalności jest bzdurą nie tylko kompletną, ale też niszczącą. Niszczącą w tym przypadku życiową więź człowieka z Bogiem.
Osobista relacja z Chrystusem nigdy nie przejdzie w etap prywatności dlatego, że nie pozwoli mi zdradzić, ani zawieźć Tego, który mówi do mnie „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i idź tam, gdzie Ja ci wskażę” – „Idź na cały świat i nauczaj wszystkich…”.

II. Nie jesteś sam na świecie. Człowieku, nigdy i nigdzie nie jesteś sam. To dobra nowina. Benedykt XVI zapewnia zagubionych: „Kto wierzy w Boga nigdy nie jest sam”. Jest w tym wołaniu papieża także wskazówka dla niewierzących. Ale przede wszystkim jest wołanie skierowane do chrześcijan wierzących z każdym dniem coraz bardziej „po swojemu”… albo tak im się wydaje.

Oczywiście, istnieje taka fatalna możliwość, że przeintelektualizowany człowiek zechce wymądrzyć się do takiego poziomu, z którego sam sobie (i innym) wymyśli Boga. Najkrócej mówiąc obmyśli go sobie na przykład – w taki sartowski sposób – jako wielkiego podglądacza… I wtedy od niego ucieka. Często wpada w ateizm praktyczny (wierzę i głoszę – jak zauważył to nawet Psalmista – „Nie ma Boga!”), jeszcze częściej w agnostycyzm (a nic mnie to wszystko nie obchodzi!).

I tu uwaga, uwaga – najczęściej, na tym etapie, taki zagubieniec ma rację! Tak ma rację. W tym sensie, że obmyślany przez niego bóg nie istnieje. Mądrala wymyśliła sobie jakąś karykaturę Boga i stała się przez to biedaczyskiem godnym współczucia.

Czy to zmienia Boga prawdziwego? Głupie pragnienie współczesnych, aby unowocześnić Boga – tak jak dziadka nauczyć go używania komputera i przekonać go do zaakceptowania szkolnego seksu? Naprawdę antropomorfizowanie (wyobrażanie sobie na wzór ludzki) jest wielką pułapką współczesności. Kto zna ludzkie dzieje, przeraża się takim poziomem zacofania – przecież wszyscy ci, wierzący „po swojemu”, cofają się do czasów tworzenia mitologii, a to jest skromnie licząc kilka tysięcy lat. Przeoczają też moment zbawczy jakim było wcielenie Syna Bożego.

Gdybyż współcześni byli naprawdę sami w tych religijnych eksperymentach… To kolejne niekonsekwencja religijna naszych czasów. Wielu (także poczciwych) ludzi wyobraża sobie życie na świecie na dwa sposoby: z Bogiem lub bez Boga. Pomijają w swoich kalkulacjach Złego. Nie przyjmują do wiadomości obecności tego, którego działalność widać na każdym kroku i na każdym etapie życia.

Z jednej strony powtarzamy w kółko, że zło jest krzykliwe, jaskrawe, że choć go mało to wydaje się dominować. Z drugiej strony bardzo łatwo współcześni (my?) zapominają o obecności źródła tego zła; o istnieniu nieprzyjaciela ludzkości, który czyni wszystko, aby zatracić człowieka na wieki, a nawet bardzo się stara urządzić ludziom piekło na ziemi.

III. Czy Bóg nie mógł jakoś człowieka wzmocnić? Zabezpieczyć przed pułapkami Złego? Sprawić by nie lękał się choroby, cierpienia ani śmierci?

Oczywiście nie jest tym zainteresowany prywatny bóg nowoczesnych egzegetów z gazety (także z „Gazety”) albo teologów działających „dla dobra Kościoła” walcząc z jego nauką.

Bóg jedyny przez Chrystusa uczynił to wszystko czego potrzebujemy do godnego życia i do zbawienia wiecznego. Chrystus dla swoich uczniów ustanowił wspólnotę i nazwał ją Kościołem. Zapewnił, że moce piekielne jej nie przemogą z zewnątrz. Ale los poszczególnych uczniów zależy od ich osobistych wyborów i wewnętrznych decyzji.

To dlatego bolszewicy ułożyli kiedyś wdzięczne określenie – wierzący niepraktykujący. Byli spokojni o to, że takich nie ma, tak żyć się nie da. W tym samym duchu działają dzisiaj promując poglądy, czy wręcz domagając się, żeby pornografia była sprawą publiczną, a wiara prywatną.

Od osobistej decyzji każdego zależy czy wpłynę na życie wspólnoty Kościoła przez osobiste zaangażowanie, czy też popłynę w przyjemnym nurcie piany toczonej przez wierzących prywatnie, tzn. inaczej lub wcale.

Ważne, aby pamiętać, że rozstrzyga się to najczęściej już na poziomie codziennych lektur: Pani woli Biblię czy Wysokie Obcasy? A Pan częściej sięga po Ewangelię wg Łukasza czy raczej po skrywanego przez żoną Playboya? Ach, a Pani śledzi co tydzień, religijny dodatek do Gazety Wyborczej? – W zamian polecam stronę: www.wiara.pl! A może Państwo jesteście na tyle naiwni, żeby w ogóle nic nie czytać?

 

ks. Krzysztof Cebula

 
Wiara prywatna?

Podziel się

 

Tagi

, , ,

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj