Wierzę w Kościół charytatywny…

 

W tym czasie właśnie przybyli z Jerozolimy do Antiochii prorocy. Jeden z nich imieniem Agabos przepowiedział z natchnienia Ducha, że na całej ziemi nastanie wielki głód. Nastał on za Klaudiusza. Uczniowie postanowili więc, że każdy według możności pospieszy z pomocą braciom mieszkającym w Judei. Tak też zrobili, wysyłając [jałmużnę] starszym przez Barnabę i Szawła. (Dz 11,27-30)

            Zacytowany powyżej fragment Dziejów Apostolskich stawia przed naszymi oczyma obraz dwóch wspólnot pierwszych chrześcijan. Na uwagę zasługuje natychmiastowa reakcja uczniów z Antiochii na biedę wiernych w Jerozolimie. Członków kościoła jerozolimskiego nazywali braćmi, mimo iż prawdopodobnie nie znali ich osobiście. Łączyło ich coś ważniejszego, niż zwykła znajomość: była to jedna wiara w zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa. To w Jego Imię gotowi byli nieść pomoc.

            Niech ten biblijny obraz stanie się fundamentem do rozważań na temat działalności charytatywnej prowadzonej na łonie Kościoła Katolickiego w czasach dzisiejszych. Nie będę się starał tu udowodnić, iż warto pomagać, lecz, że każdego dnia Kościół, niczym prorok Agabos przewiduje i z pełną mocą i zaangażowaniem odpowiada na potrzeby braci cierpiących wielki głód.

            O tym, że hierarchom leży na sercu los najuboższych świadczy choćby List Apostolski Benedykta XVI „Intima Ecclesiae natura” poruszający temat organizacji pracy charytatywnej Kościoła. Papież zachęca w nim biskupów do ożywiania i nadzorowania funkcjonowania wspólnot prowadzących działalność charytatywną. Zwraca też szczególną uwagę, aby cele tych działań zawsze były zgodne z nauczaniem Kościoła Katolickiego. Działalność charytatywną uznaje za dobrą okazję do poczynań na polu ekumenicznym.

            Już na przykładzie konkretnych dzieł chciałbym scharakteryzować oblicze Kościoła zwrócone ku ubogim. Postaram się w skrócie opisać pracę dwóch działających w Polsce organizacji, w tym jednej wspólnoty zakonnej, której założyciel winien być dobrze znany w naszej parafii.

            Pierwszą instytucją będzie dobrze znany (zwykle tylko z nazwy) Caritas. W polskim wydaniu działa z ramienia Konferencji Episkopatu Polski. Zajmuje się koordynacją pracy charytatywnej na szczeblach krajowym i diecezjalnym. Kojarzony ze świeczkami bożonarodzeniowymi Caritas prowadzi szeroko zakrojoną działalność, jak choćby organizowanie sympozjów i szkoleń dla wolontariuszy, ogólnopolskich zbiórek, transportów humanitarnych, udzielanie pomocy materialnej, psychologicznej. Stawia też na nogi bezrobotnych i ludzi z marginesu. Prowadzi domy opieki społecznej, ośrodki rehabilitacji, zakłady pielęgnacyjno-opiekuńcze, warsztaty terapii zajęciowej, domy samotnej matki, kuchnie dla ubogich, świetlice dla dzieci.

            Wspominając wcześniej o pewnej wspólnocie miałem na myśli braci posługujących ubogim, od swojego założyciela potocznie nazywanych albertynami. Zgodnie z nazwą głównym zadaniem braci jest wielopłaszczyznowa pomoc ludziom potrzebującym. Św. Brat Albert wyobrażał ich posługę jako „ratunek natychmiastowy każdego ubogiego” i środek do „poprawy stanu materialnego i moralnego niższego proletariatu”. W praktyce bracia ślubując czystość, ubóstwo (bardzo radykalnie w tej wspólnocie przestrzegane) i posłuszeństwo, decydują się na całkowite oddanie się Jezusowi w ubogich. Fenomenem owej wspólnoty jest fakt, iż obecnie tylko dwaj bracia są kapłanami, pozostali nie formują się w tym zakresie, aby jeszcze intensywnie oddać się pracy z ubogimi. Zamiast formacji kapłańskiej kształcą się w takich dziedzinach jak resocjalizacja i pedagogika. Bracia pracują fizycznie w kuchniach dla ubogich i żebrzą na ich rzecz.

            Z tych dwóch charakterystyk odczytać możemy w jak wielu dziedzinach ludzie Kościoła (począwszy od świeckich i ubogich braci na hierarchach skończywszy) starają się okazać miłosierne oblicze Boga właśnie poprzez działalność charytatywną – bezinteresowną pomoc ubogim. Kościół Katolicki jest instytucją prowadzącą największą działalność charytatywną na świecie, nie da się temu zaprzeczyć. To jedna z tych jasnych stron naszej pracy, których jest więcej, w które warto się angażować i być z nich dumnym.

Michał Tucznio

 
Wierzę w Kościół charytatywny…

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

2 komentarze

  1. bożena pisze:

    caritas jest dla ludzi z miasta nikt nie myśli jaka bieda jest ile ludzi nie dojada ,a panie z miasta już mają za dużo i sprzedają i gdzie tu logika w mieście jest więcej pracy więcej możliwości i gdzie równe traktowanie ?tylko siąść i płakać jak żyć w takim kraju gdzie są biedni i ci którym nikt nie pomaga ? kto w końcu dostrzeże biedę na wsi ?

  2. bożena pisze:

    Kto wo gule sprawdza kto dostaje ja wam powiem ludzie cwani bez skrupułów

 
 

Skomentuj