Zadbać o paliwo

 

Gdybyśmy przeprowadzili ankietę na grupie osób wychodzących z niedzielnej Mszy, zawierającą jedno pytanie: „Co powinien robić dobry katolik?”, jakie byśmy uzyskali odpowiedzi? Możemy się domyślać, że ankietowani wskazywaliby na potrzebę modlitwy, czynienia dobrze, wykonywania sumiennie swoich obowiązków, bycia uczciwym, przyjmowania sakramentów, świadczenia w codziennym życiu o Chrystusie. Te rzeczy słusznie kojarzą nam się z byciem dobrym katolikiem, bo są one realizacją przykazań i nauczania Jezusa z Ewangelii. Mi osobiście w wymienionej wyżej liście brakowałoby jednej rzeczy. Nie jest ona przykazaniem Bożym, ani Chrystus w Ewangelii nie mówi o niej wprost. I nie jest ona celem samym w sobie, a bardziej ważnym środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest owocne życie chrześcijańskie. Chodzi mi o gorliwość. Dokładniej mówiąc: o rzetelną troskę o jej wzbudzanie i podtrzymywanie, bo nie da się jej zyskać od tak napinając duchowe mięśnie.

Może się to z nami dziać i pewnie każdy z nas tego kiedyś doświadczył, że powoli, prawie niezauważalnie, wpadamy w coś, co można nazwać rozleniwieniem duchowym. Na początku nie porzucamy żadnych dotychczasowych praktyk religijnych – tyle samo się modlimy, tak samo chodzimy do kościoła. Jednak coś się pogarsza, słabnie nasze skupienie, trudniej nam zebrać się do modlitwy. Z czasem praktyki religijne mogą zacząć nas wprost nudzić, a ich wypełnianie może stać się żmudną rzeczą, którą trzeba odbębnić. Co najniebezpieczniejsze, z racji, że dokonuje się to powoli, na bieżąco się do tego przyzwyczajamy, i nasze sumienie wyrzuci nam, że coś jest nie tak, dopiero gdy nasz duchowy marazm będzie już bardzo zaawansowany. Wtedy wreszcie, zmęczeni całym tym naszym stanem, możemy postanowić zmianę. Zbieramy się w sobie, i postanawiamy bardziej przykładać się do modlitwy, w skupieniu uczestniczyć w Mszy i … niestety prawie zawsze kończy się to fiaskiem – nic się nie zmienia. To jest trochę tak, jak z samochodem, który jadąc po drodze zaczyna w pewnym momencie zwalniać. Dociskamy pedał gazu, redukujemy bieg, ale nic to nie pomaga, bo powodem okazuje się być brak paliwa. W końcu samochód staje i albo zdobędziemy benzynę i ją wlejemy do baku, albo możemy próbować samodzielnie pchać samochód, okrutnie się przy tym mecząc.

W życiu duchowym nie tylko trzeba dbać o wypełnianie przykazań, ale także, może nawet w równym stopniu, trzeba troszczyć się wewnętrzny zapał. Potrzeba nieustannie karmić się czymś, co zapala w nas gorliwość, chęć do drążenia głębiej, sięgania wyżej, odkrywania tego, co jeszcze nie odkryte w naszej relacji z Bogiem. Takim paliwem duchowym mogą być różne rzeczy. Najbardziej oczywistym przykładem jest dobra książka. Może ona być inspirującymi zapiskami jakiegoś giganta duchowego lub przystępnym zbiorem rad dobrego kaznodziei. Jest także parę dobrych czasopism katolickich, skierowanych do różnych docelowych grup, tak więc każdy może coś dla siebie znaleźć. Wśród różnorodnych treści w tego typu gazetach, łatwo co jakiś czas trafić na wywiad lub artykuł, który długi czas będzie chodził nam po głowie. Oprócz tego wielkie bogactwo pożytecznych dla ducha treści można znaleźć w Internecie. Jest bardzo wiele kanałów na YouTubie prowadzonych przez księży czy zakonników, a oprócz tego mnóstwo blogów katolików dzielących się swoimi przemyśleniami.

Może jednak być tak, że czytasz polecane książki, czasopisma, jeździsz może nawet na rekolekcje, ale nic się nie zmienia. Po prostu jakoś to nie trafia do Ciebie. Rozwiązaniem jest by szukać dalej. Znajdź takiego autora, takiego kaznodzieje, taki typ duchowości, który rzeczywiście Cię inspiruje i budzi w Tobie gorliwość. Ale trzeba być uważnym i uczciwym wobec samego siebie. Nie chodzi tu o to, by się dobrze czytało jakąś książkę, albo dobrze słuchało jakiegoś kaznodziei – bo opowiada ciekawe historie lub wplata w kazania wiele żarów. Prawdziwie służy pożytkowi duchowemu taka treść, która nam potem chodzi po głowie, którą jak przeczytamy, to musimy na chwilę zamknąć książkę, żeby ją przemyśleć. Która przypomni nam się następnego dnia i zajmie naszą myśl, skłaniając nas do gorliwszej modlitwy, bycia bardziej życzliwym dla bliźniego, do pomocy komuś, kto jest w potrzebie.

Potrafimy przez miesiąc popołudniami penetrować różne sklepy meblarskie, żeby znaleźć meble które będą pasować do salonu, lub spędzać długie godziny, aby wybrać najlepszy model telefonu komórkowego. Zatem nie zadowalajmy się pierwszą z brzegu książką religijną, która nas nie inspiruje i nie przekreślajmy od razu sensu lektury duchowej.

Zawsze intrygowała mnie przypowieść o pannach głupich i mądrych, które wyszły na spotkanie przychodzącego pana młodego. Nie do końca mogłem zrozumieć dlaczego tak srogo zostały potraktowane te, którym po prostu brakło oliwy do lamp. Przecież chciały spotkać pana młodego, wyszły mu na spotkanie, czekały. Jak widać to nie wystarczyło – nie zadbały odpowiednio o to, co było potrzebne do podtrzymania światła. Nie popełnijmy tego błędu co one i niech nam nie zabraknie paliwa do podtrzymania płomienia naszej wiary.

Krzysztof Płachno

 
man with laptop

Podziel się

 

Zobacz także:

 
 

0 komentarzy

Możesz być pierwszy, który rozpocznie dyskusję....

 
 

Skomentuj